Tag Archive | dziękczynienie

Imieniny Ministra Prowincjalnego

Imieniny Ministra Prowincjalnego 2012

 

Dzień po uroczystości św. Jana Chrzciciela, swego patrona, imieniny obchodził Minister Prowincjalny Prowincji św. Maksymiliana, o. Jan Maciejowski. Zgodnie ze zwyczajem imieniny Prowincjała odbyły się w Gdańsku. Najważniejszym momentem świętowania była Msza św. sprawowana w intencji Solenizanta, który przewodniczył liturgii. Wraz z nim modlili się: Minister Prowincjalny Prowincji Matki Bożej Niepokalanej o. Wiesław Pyzio, o. Piotr Stanisławczyk, Wikariusz Prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię, a także bracia ze wszystkich polskich klasztorów Prowincji św. Maksymiliana oraz bracia z Ekwadoru i Niemiec.

Czytaj dalej

Eucharystia w życiu św. Franciszka

Eucharystia w życiu św. Franciszka

 

P. Lorenzo Sella

tłum. O. Karol Jopek

 

Ojcowie Soboru Laterańskiego IV z 1215 r. świadomi sytuacji w jakiej znaleźli się ówcześni chrześcijanie, na czele tematów do rozważania umieścili następujące zagadnienia: w jaki sposób najszybciej doprowadzić chrześcijan do ponownego uznania konieczności życia Eucharystycznego.
Także pisma św. Franciszka, obnażając braki w wierze w obecność Chrystusa w Eucharystii podkreślają konieczność uczulenia ze strony Kościoła, kleru i chrześcijan na Eucharystię. W cztery lata po soborze Honoriusz III, 22 listopada 1219 roku chcąc dać nowy wymiar i zastosowanie bardziej całościowe rozporządzeń soborowych pisze z Viterbo list „Sane cum olim”, który jest wspaniałym  dokumentem troski o  ukierunkowanie pobożności chrześcijańskiej do sakramentu Eucharystii. Franciszek przejął się dogłębnie tym listem. Świadczą o tym jego Pisma, w których dostrzegamy często te same idee, a nawet te same wyrażenia, których używał papież.
Franciszek podjął szybką decyzję: musi stać się głosicielem myśli papieża słowem i piórem, tak wśród braci jak i wśród ludu.
W swoich przemówieniach chce uczyć o konieczności większej uwagi, głębszej pobożności i wysławiania Mszy świętej, Komunii świętej, kapłaństwa i tego wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z Eucharystią. Ograniczając się do samych Pism zauważamy, że Franciszek temu zagadnieniu poświęca stosunkowo wiele miejsca: cztery z jego Pism za temat główny mają Eucharystię; Upomnienie pierwsze XXVI, List do wszystkich kleryków i List do wszystkich kustoszów; w innych sześciu to zagadnienie traktuje mimochodem: Reguła nie zatwierdzona, Reguła zatwierdzona, Testament, List do kapituły braci, List do wszystkich wiernych i List do kierujących narodami.
Postawę Franciszka wobec Eucharystii najlepiej widać w zakończeniach dwóch jego listów, w których wprost mówi na ten temat. W liście do wszystkich kustoszów pisze:

„A wszyscy moi bracia kustosze, do których dojdzie to
pismo i którzy je przepiszą i będą mieć przy sobie,
i przepiszą też dla braci, którzy mają obowiązek
kaznodziejów lub opiekę nad braćmi; ci wszyscy,
którzy do końca będą głosić to – co się zawiera w tym
piśmie niech wiedzą, że mają błogosławieństwo Pana Boga
i moje. I niech to będzie na mocy prawdziwego i świętego
posłuszeństwa”(1)

A w Liście do wszystkich kleryków nawołuje z całą stanowczością do prawdziwej i pełnej wyczucia sytuacji odpowiedzialności, która powinna charakteryzować stosunek do Eucharystii w dniu sądu:

„I wiedzmy, że mamy obowiązek przestrzegać tych zasad
(odnoszących się do kultu eucharystycznego) ponad wszystko
według przykazań i praw św. Matki Kościoła (wydanych na
soborze Laterańskim IV). A kto tego nie czyni, niech wie,
że zda rachunek w dniu sądu przed Panem naszym Jezusem
Chrystusem”;
I dodaje, aby podkreślić to co pisze:
„Kto zaś będzie się starał o przepisywanie tego Listu,
aby było lepiej zachowywane, niech wie, że Pan będzie
mu błogosławił”(2).
W tym Liście objawia się troska Franciszka o Eucharystię wyrażająca się w smutku jego duszy z powodu opłakanego stanu kielichów, korporałów i bielizny ołtarzowej, nieodpowiednich tabernakulów, zaniedbań w sprawowaniu Wiatyku i rozdawaniu Komunii św.
Po wymienieniu tych wszystkich zaniedbań stawia pełne bólu pytanie: „Czy to wszystko nie przejmuje nas żalem, gdy tymczasem posuwa swą dobroć tak daleko, że oddaje się w nasze ręce, że Go codziennie dotykamy i przyjmujemy naszymi ustami”?(3).

 

Nauka św. Franciszka o Eucharystii

Pismem, które bardzo dobrze i jasno przedstawia Franciszkową  naukę eucharystyczną jest pierwsze Upomnienie.
Piat w ten sposób przedstawia bogactwo myśli św. Franciszka:

„Autor nie posługuje się terminologią tak drogą własnej
szkole. Formuły określające przeistoczenie i święte
postacie; jak słusznie stwierdził Ojciec Bertrand
Cornet, są wzięte z języka ludowego, są tymi samymi
wyrażeniami, których Berengariusz swego czasu nadużywał.
Lecz Święty bogaci je poprzez przymiotniki i przysłówki,
które silnie podkreślają prawdę tej tajemnicy.
Słownictwo jest ubogie. W 52 wierszach znajduje się
13 cytatów z Pisma św., prawie wszystkie ze św. Jana,
i dwie frazy wzięte z traktatu Pseudo – Bernarda o Ciele
Chrystusa. Powtarzanie wyrażeń tłumaczy ponadludzki
wysiłek, aby pojąć to, co jest niewidzialne. 13 razy występuje
słowo „vedere” zaś 5 razy „credere” i 10 razy „spirito”.
Wszystko to świadczy o eksplodującej, jakby można
było powiedzieć, wierze, która nie ma możności
wyrażenia się. Idee łączą się , wiążą się w ciąg logiczny:
Bóg, transcendentny, niedostępny, objawia się nam
Nie inaczej jak tylko przez Jezusa Chrystusa”(4).

Z lektury Upomnienia narzuca się nam bardzo ważne stwierdzenie o konieczności zabiegania o łączność z Chrystusem eucharystycznym, ponieważ On tylko może nam wskazać drogę do osiągnięcia Boga.
Jezus, pisze Franciszek, aby zaprowadzić nas do Ojca: „Co dzień zstępuje z łona Ojca na ołtarz w rękach kapłana” i aby zachęcić nas do uświadomienia sobie obecności Jezusa i postępowania za Nim po drodze, która prowadzi do Ojca: „Co dzień przychodzi do nas w pokornej postaci” (59).
Aby uzewnętrznić tę konieczność Franciszek powołuje się na mowę Chrystusa, w której Chrystus ukazuje swoim Apostołom niedostępność jaką jest Bóg Ojciec dla tych, którzy nie chcą dojść do Niego poprzez Jego osobę:
–    Bez Chrystusa Bóg jest nieosiągalny: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”;
–    Jest niepoznawalny: „Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i Mojego Ojca”;
–    Jest niewidzialny: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także Ojca Mojego”(6).
Ta zrozumiała konieczność osoby  Chrystusa dla przybliżenia człowiekowi Ojca niebieskiego ostrzega nas przed sprowadzeniem spotkania z Chrystusem eucharystycznym do prostego aktu pobożności chrześcijańskiej, mówi nam ona o potrzebie przyjęcia Go do swego życia jako wydarzenia historycznego o wielkim znaczeniu. Według mnie w tym leży powód dlaczego Franciszek po przytoczeniu zaraz upomina, aby to spotkanie odbyło się w atmosferze wiary, czy to dlatego, aby uniknąć potępienia, które mogłoby wyniknąć z przeżywania tego spotkania poza sferą wiary: „Potępieni są ci wszyscy, którzy widzą sakrament Ciała Chrystusowego, dokonany słowami Pana przez ręce kapłana pod postacią chleba i wina, ale nie dostrzegają i nie wierzą według Ducha i Boga, że jest to prawdziwe Najświętsze Ciało i Krew pana naszego Jezusa Chrystusa”(7);
czy też przede wszystkim dlatego, aby spotkanie z Chrystusem eucharystycznym mogło stać się właściwym środkiem niosącym życie wieczne, nie tylko niosącym, ale też je dającym, co chce Franciszek podkreślić poprzez kontekst, w którym umieszcza Janowe wyrażenie Ewangeliczne: „Kto spożywa Ciało Moje i pije Moją Krew ma życie wieczne”(8).
Jeżeli wiara obejmuje całość życia nadprzyrodzonego, bo bez niej żyje się życiem duchowym w stanie prawie całkowitego zaślepienia, to sakrament Eucharystii staje się szczególną jej koniecznością, ponieważ przede wszystkim w nim chrześcijanin powinien poczuwać się do „widzenia poza”, „widzenia czegoś innego” od czego co mu się ukazuje, co widzi oczyma cielesnymi. Wyraża to Franciszek w następujących słowach: „Oglądając chleb i wino oczyma ci4elesnymi, umiejmy widzieć i wierzyć mocno, że to jest jego żywe i prawdziwe Najświętsze Ciało i Krew”(9).
Wydaje mi się, że ten urywek najlepiej wyjaśnia to codzienne Franciszkowe poznawanie Eucharystii, przeżywanej w duchu wiary „Chrystusa żywego”: umiejmy widzieć i wierzyć mocno; mówi – że to jest Jego żywe i prawdziwe Najświętsze Ciało i Krew. Dla Franciszka Jezus Eucharystyczny nie jest trupem, lecz Jezusem żywym, który nawołuje człowieka do stania się nowym stworzeniem, pobudza go do szukania właściwej postawy życiowej; bez grzechu, do odnalezienia wolności dzieci Bożych poprzez zmartwychwstanie z Chrystusem do nowego życia. To właśnie Jezus Chrystus żywy, jest tym, który zaprasza do odkrycia wielkiej miłości Boga, który objawia się człowiekowi w żywej obecności Jego Syna, a który poprzez swego Syna chce doprowadzić człowieka do życia wiecznego.
Zjednoczenie z Chrystusem Eucharystycznym widziane i przeżywane w ten sposób traci wszelkie znaczenie znaku symbolicznego, aktu pobożności chrześcijańskiej, a staje się prawdziwym i właściwym wezwaniem do dzielenia własnego życia z życiem Chrystusa i braci, do wprowadzenia Chrystusa także poza czysty moment rytualny i do uczynienia z niego „stróża” i „oswobodziciela” tej całej masy ludzi, która nie uczestnicząc w spotkaniu liturgicznym także oczekuje uwolnienia od grzechu i wszelkiej innej niewoli. Franciszek umieszcza eucharystię w aktywnym i dynamicznym kontekście tajemnicy zbawienia, ponieważ ona jest uobecnieniem faktu historycznego, który podprowadza człowieka wszelkich czasów do radykalnej zmiany sposobu bycia, myślenia i działania, i aktualizuje jedność ludzi w miłości. W ten sposób, jak słusznie pisze Franciszek w zakończeniu swego Upomnienia, spostrzega się, że Bóg jest obecny w wydarzeniach każdej chwili swoją obecnością uwalniającą od wszelkiego podejrzenia, wątpliwości i strachu, a co najważniejsze swoją obecnością wierną, gotową do tworzenia historii razem z człowiekiem:
„W taki to sposób Pan jest zawsze ze swymi wiernymi, jak
nam mówi: „A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni,
aż do skończenia świata”(10).

Odpust 2011

W dzień wspomnienia Matki Bożej Ostrobramskiej bracia z Gdańska obchodzą swoją uroczystość odpustową, bowiem w kościele św. Anny znajduje się – ukoronowany w ostatnią niedzielę przez J. E. ks. Abpa Sławoja Leszka Głódzia, Metropolitę Gdańskiego – obraz Matki Bożej z Ostrobramskiej. W tym roku wierni szczelnie wypełnili kościółek św. Anny.

Od godz. 17.3o uczestniczyli w różańcu świętym, później zaś rozpoczęła się uroczysta liturgia Eucharystii, pod przewodnictwem Ministra Prowincjalnego o. Adama Kalinowskiego, wyższego przełożonego naszej zakonnej prowincji. Liturgia nade wszystko miała charakter dziękczynny za dar koronacji cudownego obrazu.

W homilii Minister Prowincjalny podziękował Opatrzności Bożej za przybycie obrazu do Gdańska, braciom za przygotowanie koronacji oraz wiernym za modlitwę i dary serca złożone na tę uroczystość.

Liturgię zakończyło wspólne odśpiewanie Akatystu.

 

Odpust u franciszkanów – relacja

Nowenna do Matki Bożej Miłosierdzia zakończyła się we wtorek, a w środę 16 listopada był odpust. W tym dniu wypada Święto Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej, która już w nowej, złotej koronie patrzyła na zgromadzonych licznie wiernych w kaplicy Świętej Anny. W ostatnim dniu nowenny ktoś przypomniał mi, że mogę uzyskać odpust. Co to takiego jest odpust?- zastanawiałam się zawstydzona, że nie jestem pewna. Być może dla wielu, którzy od lat ofiarowują odpusty, jest to sprawa prosta i oczywista. Wiadomo przecież powszechnie, że odpust jest i warto z niego korzystać. Czy trzeba zastanawiać się nad jego znaczeniem? Idzie się po odpust, ponieważ tak się robi. Wierzymy, że ma to sens, ponieważ nasi przodkowie robili tak od lat. Gdyby jednak pokusić się i zapytać, dlaczego taka gorączkowa krzątanina, po co uparte poszukiwania kościołów, w których akurat wypada odpust, i czy potrzebne koniecznie skrupulatnie odmawiane modlitwy? Czy istnieje prosta, franciszkańska odpowiedź?

Zajrzyjmy najpierw do katechizmu kościoła katolickiego: „Nauczanie opiera się także na praktyce modlitwy za zmarłych, o której mówi już Pismo święte: „Dlatego właśnie (Juda Machabeusz) sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu” (2 Mch 12, 45) Dlatego też kościół zaleca jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne za zmarłych.” /1032/  „Odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Dostępuje go chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi, określonymi warunkami, za pośrednictwem Kościoła, który (…) przydziela ze skarbca Chrystusa i Świętych. Odpust jest cząstkowy albo zupełny zależnie od tego, czy od kary doczesnej należnej za grzechy uwalnia w części czy w całości. Każdy wierny może zyskiwać odpusty… albo dla siebie, albo ofiarowywać je za zmarłych.”/1471/

To mówi katechizm i przekonałam się już, że warto go czytać, wracając właśnie do tych kwestii, które zdają się być znajome i oczywiste a jednak, przez nazbyt subiektywne wyobrażenia, oczywistości mogą nabrać pewnej maniery podobnej „prywatnym objawieniom”.  Cieszą, bo są niby własnym odkryciem, lecz zbyt dowolna interpretacja deformuje prawdziwy ich obraz. Mogą przez to być omyłką prowadzącą na manowce wiary. I tak życie chrześcijanina, a może częściej chrześcijanki, staje się trochę rutynową wędrówką po tych kościołach, w których akurat jest odpust.

Moje własne doświadczenia ostatnich dni, związane między innymi z odpustem, to oczywiście nie tylko teksty katechizmu albo kilka faktów dotyczących przebiegu samej uroczystości. Zdarzyło się w czasie rekolekcji, że podeszła do mnie pani X. i przypomniała, że 16 listopada jest odpust w kaplicy Świętej Anny. Znowu dramat! pomyślałam, znowu trzeba wybrać między jednym, a drugim dobrem, (na szczęście nie trzeba było wybierać między jednym, a drugim złem!). Albo rekolekcje albo odpust… Jedno i drugie odbywało się w tym samym czasie. Gdybym wiedziała to, co wiem dzisiaj, nie miałabym wtedy wątpliwości. Jednak dzisiaj to przecież nie wczoraj*. Zatem wczoraj pytałam, co zrobić wtedy. Odpust u Matki Bożej Ostrobramskiej od razu obudził we mnie pragnienie, że trzeba tam być. Tym bardziej, że nie opuściłam ani jednego dnia nowenny. Ale w tym samym czasie były też rekolekcje, i chociaż pierwszego dnia skłonna byłam raczej je krytykować niż się nimi zachwycać, okazały się jednak wspaniałe i żywe. Z dnia na dzień coraz bardziej poruszały skostniałe wyobrażenia na temat własnej duchowości i spraw dotyczących wspólnoty. Wreszcie zdecydowałam. Zostanę na części konferencyjnej rekolekcji, po czym udam się szybko do kościoła Świętej Trójcy na odpust. W ten sposób połączy się jedno z drugim. Ta myśl uspokoiła mnie, wbrew argumentom takim jak: „nie biegajcie po wszystkich kościołach”. W końcu przestałam się martwić właściwym wyborem. Zdecydowałam, że warto być na odpuście.

W kaplicy Świętej Anny (niektórzy lubiący zdrobnienia mówią „w kościółku Św. Anny”) był już taki tłok, że udało mi się usiąść w ostatniej ławce, wciskając się pomiędzy tych, którzy przyszli dużo wcześniej. Zadowolona, że nie muszę stać, chwilę później pożałowałam swojego wygodnictwa, bo do kaplicy weszły całą grupą siostry Pallotynki, zmęczone po całym dniu pełnym obowiązków. Jakimś cudem ludzie ścisnęli się w ławkach jeszcze bardziej, tak że znalazło się na szczęście kilka dodatkowych miejsc siedzących. Przyszły też Elżbietanki, wśród nich rozpoznałam siostrę Elżbietę, która układała kwiaty wokół koronowanego niedawno obrazu Matki Bożej (już wiem, że akt koronacji nie dotyczy świętego obrazu, a osoby Maryi, Królowej Nieba i Ziemi).

Uroczystość odpustową rozpoczął ojciec Rektor Tomasz Jank, ojciec Prowincjał Adam Kalinowski głosił homilie i przewodniczył Mszy Świętej. Cieszyłam się bardzo, że jestem w tej małej, uroczej kaplicy i mogę uczestniczyć w tak podniosłej uroczystości. Zdawało mi się, że rekolekcje łączą się w jakiś niezwykły sposób z uroczystością odpustową w kaplicy Św. Anny. Miałam poczucie pełni. Napełniła mnie radość z dokonanego wyboru. Być może dla wielu nie znaczący wcale, dla mnie był wygraną, skarbem jaki odnalazłam. Odpust ofiarowałam za zmarłą niedawno babcię.

Pamiętajmy o zmarłych, których jest tak dużo! Dużo więcej niż żyjących. Zmarli czekają na nasze serca, wciąż wierne pomimo, że my jeszcze tu, a oni już tam. Potrzebują podarunku w postaci odpustu. Czy coś lepszego możemy im podarować?

Magdalena Golon, Gdańsk