<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Franciszkanie w Gdańsku</title>
	<atom:link href="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.gdansk.franciszkanie.pl</link>
	<description>Klasztor Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych w Gdańsku</description>
	<lastBuildDate>Mon, 14 May 2012 10:01:35 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.2</generator>
		<item>
		<title>Jakie jest twoje tło panie Bloom?</title>
		<link>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/jakie-jest-twoje-tlo-panie-bloom/</link>
		<comments>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/jakie-jest-twoje-tlo-panie-bloom/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 May 2012 10:01:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>o. Admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Slajd prawy]]></category>
		<category><![CDATA[Franciszkanie]]></category>
		<category><![CDATA[Kenia]]></category>
		<category><![CDATA[Misje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gdansk.franciszkanie.pl/?p=2701</guid>
		<description><![CDATA[Jakie jest twoje tło panie Bloom*1? &#160; (…)badałem ją za pomocą mego rysunku numer 1 (…) (…)otrzymywałem odpowiedź: „To jest kapelusz”. Mój rysunek nie przedstawiał kapelusza. Przedstawiał węża boa, który trawi słonia (…)”   Dorośli poradzili mi porzucić rysunki wężów boa i zająć się raczej historią, rachunkami, gramatyką. Dorośli nigdy nie rozumieją niczego sami i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center">Jakie jest twoje tło panie Bloom*1?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>(…)badałem ją za pomocą mego rysunku numer 1 (…)</em></p>
<p><em>(…)otrzymywałem odpowiedź: „To jest kapelusz”.</em></p>
<p><em>Mój rysunek nie przedstawiał kapelusza.</em></p>
<p><em>Przedstawiał węża boa, który trawi słonia (…)”</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>Dorośli poradzili mi porzucić rysunki wężów boa i</em></p>
<p><em>zająć się raczej historią, rachunkami, gramatyką.</em></p>
<p><em>Dorośli nigdy nie rozumieją niczego sami i dzieci są zmęczone </em></p>
<p><em>wiecznym udzielaniem im wyjaśnień.</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>„Mały Książe” </em></p>
<p><em>Antoine de Saint-Exupery</em></p>
<p><em> </em></p>
<p>Kiedy wchodzę do mojego pokoju, zegar pokazuje czwartą nad ranem. Jest jeszcze ciemno. Powietrze wydaje się wyjątkowo chłodne i rześkie. Mam wrażenie, że wszędzie unosi się zapach kwiatów Jacaranda. Można by pomyśleć, że pachnące drzewa rekompensują ludziom straty. Małe groby dzieci okryto fioletowymi pąkami. Puchowe kołderki kwiatów, gdy porywa je wiatr i unosi wysoko, niosą wszystkim Dobrą Nowinę. Dzieci nie umierają naprawdę. To dorośli czasem umierają z żalu, a czasem wcale nie zauważają, że w ogóle ktoś umarł.</p>
<p>Zapalam światło i zdejmuję buty. Zakładam sandały z solidną podeszwą. Skorpiony lubią wędrować nocą. Idą wolno, z zadartym kolcem jadowym. Nadepnięcie na skorpiona, tym bardziej boso, jest kiepskim pomysłem. Drewniana podłoga skrzypi znajomo. Stare deski uginają się pod moim ciężarem, chociaż jestem niewielkim facetem. Gdybym był zawodowym pięściarzem, byłaby to kategoria super średnia. Wchodzę do łazienki i robię przed lustrem gardę, niczym zawodowy bokser. Ręce razem, tuż przed twarzą. Uginam lekko kolana i nagle wymach! Prawy sierpowy. Potem zaraz odskok i lewy sierpowy.  Zmęczenie jednak daje o sobie znać. Opieram się ciężko o umywalkę i patrzę w lustro. Mam długie, ciemne włosy, które opadają aż na ramiona.</p>
<p>To powód wielu komentarzy. Jestem chyba jedynym zakonnikiem o długich włosach.</p>
<p>Brody krótkie i długie, dokładnie strzyżone lub w wielkim nieładzie, przyjęły się bez większych kontrowersji. Obraz zakonnika z długą, prawosławną brodą, do dziś jest obrazem nostalgicznym i wzruszającym. Brodaty chłop z miejsca łapie za serce. Wygląd naturszczyka słusznie kojarzy się z czarnym, czerstwym chlebem i dziurawymi butami. Niestety! Nie są to niezbite dowody świętości.</p>
<p>Jeśli chodzi o długie włosy&#8230; Cóż, biblijne skojarzenia z Habakukiem czy Samuelem to wyjątkowa rzadkość. Ludzka fantazja brnie zwykle w lata hipisowskich uciech, z uporem zbaczając w stronę powojennej dekadencji. Potoczne skojarzenia z Indianinem są zabawne, ale tylko przez jakiś czas. Po latach robią się nużące. Długie włosy żyją więc własnym życiem, i teraz, gdy pochylam się nad umywalką, otulają mnie jak zasłona, zza której przebłyskuje światło. Mój namiot modlitwy. Ciemne oczy wyglądają jak zwykle łagodnie. To cecha wrodzona. Stan spokojnej łagodności towarzyszy mi na co dzień. Waleczność przychodzi nie wiadomo skąd, jak nagła zmiana pogody. Zawsze w określonych okolicznościach, kiedy dzieje się jawna niesprawiedliwość. Staję się wtedy groźny jak lew. Zwykle jednak łagodność zwycięża.</p>
<p>Wychodzę z toalety i chcę się położyć spać. Jak wielkie jest jednak moje zdziwienie! W łóżku ktoś leży. Elegancko zwinięty w okrągły precel. Naliczyłem dokładnie cztery zwoje wokół trójkątnej, małej głowy. Wygląda jakby spał, ale wiem, że za chwilę może być gorąco. Na szczęście to nie jest czarna mamba, która skacze prosto na twarz. Przyglądam mu się przez chwilę. Jest jasny, w brązowe cętki. Głowę ma ciemniejszą od reszty ciała. Mityczne stworzenie opisywane chętnie przez wielu poetów. Czarny charakter legend, baśni i podań. Biblijny demon*2, kuszący Ewę zatrutym jabłkiem wiedzy. Ukryta jest w tym obrazie mądrość naszych praojców. Co bowiem po wiedzy, kiedy serce jest w niej zakopane? Mądrość serca to wielkie wyzwanie dla dzisiejszego świata.</p>
<p>Stoję wciąż nad biedakiem i rozmyślam o sprawach ważnych. Zgodne to jest z moim powołaniem , które brzmi: „na widok węża nie krzyczę jak opętany”. Z roztropnością doświadczonego misjonarza, rozważam prawdy mistyczne, patrząc przy tym gadzinie prosto w twarz. Chociaż twarzy nie ma. Jeśli jeszcze trochę nad nim postoję, porozmyślam swoim zwyczajem, mityczny stwór potraktuje mnie jak intruza we własnym domu. Owinie się leniwie wokół szyi i połknie mnie w całości. Razem z butami i ulubionymi okularami słonecznymi. Współczesny artysta uwieczni to na sugestywnym rysunku nr 1, pod którym napisze: „Wafso Robercik &#8211; niefortunnie połknięty przez węża”. Będzie to oczywiście sprytna aluzja do „Małego księcia”, który zrobił rysunek połkniętego słonia. Słoń w brzuchu węża wyglądał jak kapelusz. Fantazja współczesnych artystów nie ma granic. Pomimo ekscentrycznych domniemań wielu twórców, wyglądałbym po prostu jak Adam zjedzony przez Ewę. Rysunek nr 1 przedstawia ostry jak brzytwa profil Ewy, zdradzając jej ludożercze skłonności. Ta konstatacja wprowadza mnie w stan głębokiej zadumy. Pomaga mi tym samym znaleźć właściwe rozwiązanie. Skutecznie unikam przy tym połknięcia. Długi, solidny kij wkładam jednym, zdecydowanym pchnięciem. Celuję w sam środek poczwórnego węzła na moim kawalerskim łóżku. Trafiam bez pudła! Po chwili, zaspany i dziwnie potulny wąż, owija się wokół kija, oszczędzając mi tym samym wątpliwej przyjemności miłosnych uścisków. Gad okazuje się przy tym sprawny, jak jakaś egzotyczna tancerka. Zawija się równo wokół kija i daje się przenieść w miejsce odludne, gdzie nikt nie będzie wreszcie przeszkadzał. Strząśnięty energicznie, przelatuje łukiem ponad płotem i znika szybko w trawie.</p>
<p>Jestem cały spocony, czuję się jak po zbyt długim treningu bokserskim. Wracam biegiem do domu, ale zanim wskakuję do łóżka, jeszcze raz dokładnie sprawdzam jego zawartość. Dotykam nawet rękami zmarszczek moskitiery i prześcieradeł, żeby się przekonać, czy pod spodem nie chowa się jakaś czuła kochanka. Zaglądam także pod łóżko i do butów. Podobno kochanki, w jakiejś tęsknej desperacji, potrafią wcisnąć się w zaskakujące miejsca. Szczególnie upodobały sobie kieszenie w markowych spodniach. Na wszelki wypadek wkładam ręce do obu kieszeni moich nowych spodni.  Z ulgą stwierdzam, że nie siedzą w nich żadne żmije ani węże. Oddycham z ulgą i patrzę czule na moje łóżko, tak bezpieczne teraz i wygodne. Zdejmuję z siebie ubranie i rzucam niedbale na krzesło. W Afryce, chociaż jest bardzo gorąco, nie można spać nago. Z wielu powodów to zbyt niebezpieczne. Ubieram więc spodnie od dresu z długimi nogawkami i koszulę, która dobrze chroni ręce. Wchodzę pod moskitierę ubrany jak do joggingu i od razu zasypiam snem sprawiedliwego.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>***</p>
<p>Kiedy się budzę, pod moimi drzwiami leży wiadomość. Ktoś wsunął kopertę przez szparę. To pewnie Kamau, który nie chciał mnie obudzić. Nocne spotkanie w kościele było dla nas obu dużym wyzwaniem. Patrzę na zegarek. Zaspałem na jutrznię*3 i ominęło mnie śniadanie. Z żalem myślę o chrupiącym pieczywie z dżemem i parującej kawie. Jutrznię odmawiam sam, na stojąco, nucąc pod nosem Psalmy Dawida – „Ufność miałem nawet wtedy, gdy mówiłem: „Jestem w wielkim ucisku”4</p>
<p>Podnoszę kopertę i otwieram ją. W środku informacja o przesyłce. Bez imienia nadawcy, bez żadnych wskazówek. Nie ma pojęcia, co to jest. Będzie trzeba jechać samochodem po zalanych drogach. Od kilku dni trwa pora deszczowa. Woda leje się z nieba wiadrami. Wszystko tonie w mętnej masie błota. Drogi wypełniają się jak rzeki. Żeby przebyć dziesięć kilometrów trzeba liczyć nawet trzy godziny. Walka kierowców o każdy kilometr jest niczym bitwa o Grunwald. Zajeżdżają sobie drogę, popychają zderzakami, próbują zepchnąć cię na pobocze. Prawdziwe piekło! Po takiej podróży mam ochotę sprzedać samochód i przesiąść się na niezawodnego muła. Już to widzę! Siadam okrakiem na jego szorstkim grzbiecie i obserwuję w skupieniu drogę. Muł idzie niespiesznie. Jest jednak niestrudzony w swojej zaskakującej wręcz cierpliwości. I chociaż moja podróż  mija bardzo wolno, czuję się jak kiedyś Święty Józef 5*, jadący na spis ludności. W ten niezwykły sposób mogę ominąć całą hałaśliwą bandę kierowców. Powoli, lecz z godnością, posuwam się tuż obok, na moim starożytnym rumaku. Patrzę spokojnie na wykrzywione złością twarze i znieruchomiałe samochody, zatopione w czerwonej ziemi. Wyglądają jak wielkie robaki, które wpadły do głębokiej wody. Nie mogą się z niej wydostać, chociaż niczego innego nie pragną. Przebierają szybko nogami, wiercą się energicznie, lecz ich wysiłki nic nie dają. Coraz bardziej pogrążają się w błotnistej mazi, która oblepia ich ze wszystkich stron. Tymczasem, zamiast upartego muła, jest nasza poczciwa Toyota, a ja czekam na cud. Niestety, jakaś ciężarówka stuka w bok mojego samochodu. Kierowca próbuje zepchnąć auto na pobocze, a sam przecisnąć się do przodu. Nie ze mną te numery! Wyskakuję z auta jak wystrzelony z procy i otwieram przepastne wrota tira, za którymi drań próbuje się schować . Od razu raczę go ripostą w jego ojczystym języku. Suahili w ustach Europejczyka robi na tubylcach piorunujące wrażenie. Facet z miejsca pożałował, że wziął mnie za turystę. Tłumaczy się mętnie, przeprasza, że niechcący. Mógłbym przygwoździć go bardziej, ale moja wrodzona łagodność bierze górę nad walecznością. W końcu to tylko niewielkie draśnięcie. Widzę, że facet rzeczywiście żałuje, więc wracam do auta i siadam za kierownicą. Jakoś nagle też wszystko się odkorkowało.</p>
<p>Kiedy udaje się wreszcie dotrzeć na miejsce, jestem pełen obaw. Może ktoś wysłał mi w paczce węża boa albo słonia z podniesioną trąbą. Ten drugi, według ludowych wierzeń, przyniesie mi szczęście. Będzie to lawina pieniędzy wygrana w Lotto. Jak nic ustrzelę cały sześciocyfrowy numer! Podnoszę paczkę i jestem prawie pewien, że jest tam słoń. Jej ciężar przygniata mnie do samej ziemi. Próbuję wtaszczyć ją do bagażnika. Kiedy udaje mi się ulokować paczkę z tyłu samochodu, postanawiam ją otworzyć. Rozpruwam ją szybko, jak dzieciak w Boże Narodzenie, i rozsypuję wokół siebie biały proszek. Kokaina! No to jestem załatwiony… Ktoś wrobił mnie w przemyt narkotyków. Nurkuję głębiej i wyciągam rozdartą, papierową torbę ze znajomym napisem „Mąka pszenna wrocławska”. Wygląda na to, że cała zawartość rozsypała się szczodrze. Mam ją teraz we włosach, w nosie, w ustach&#8230; Jest także na moim T-shirtcie z napisem Kenia. Litera „n” zniknęła zupełnie pod białą warstwą. Kiedy próbuję się otrzepać, robi się jeszcze gorzej. Cały już jestem obsypany. Nawet oczy mam w mące i prawie nic nie wiedzę. Manna z nieba spadła na mnie, jak kiedyś na głodnych Izraelitów. Boże, jak Ci podziękuję za te wszystkie dary? Wydaje mi się nawet, że za chwilę dostanę odpowiedź. Nasłuchuję w oczekiwaniu na Słowo. Wtem nagły wstrząs przerywa ciszę. Słychać moje niekrępowane kichanie. Kicham dokładnie trzy razy, biorę to więc za dobrą monetę. Cóż, liczba trzy to przecież nie sześć, ani nie pięć. Mam dziwne wrażenie, że święty Franciszek właśnie pęka ze śmiechu. Nie zważając na cały korowód błogosławionych, pochylających się razem ze mną nad paczką, z dokładnością aptekarza badam całą zawartość. Pogrążam się przy tym coraz bardziej w mącznej, sypkiej bieli. Widzę, że jest też olej kuchenny, butelka wody, kasza gryczana w dużych ilościach… Zdaje się, że to wszystko.</p>
<p>W drodze powrotnej zastanawiam się, czemu ludzie nie chcą wysyłać pieniędzy. Czyżby obawiali się, że wydam je na narkotyki albo prostytutki? W zadumie zlizuję resztki mąki z wąsów i brody. Chciałbym, żeby ludzie mi ufali. Jestem przecież godny zaufania! Dzisiaj tak wiele podejrzeń mnoży się wokół. „Wszyscy jesteśmy podejrzani”6 przypomina mi się nagle tytuł kryminału. Czytałem go w szkole średniej. Wszyscy jesteśmy podejrzani.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>***</p>
<p>Siedzę w drukarni „Franciscan Kolbe Press”7 i sprawdzam internetową pocztę. Dostałem wiadomość od Magdaleny z Gdańska. Maluje mój portret. Pisze, że jestem podobny do aktora występującego w „Piratach z Karaibów”. Ten aktor to Orlando Bloom 8. Hehehehehe… nie mogę powstrzymać śmiechu. Siedzę przy biurku i patrząc na monitor, śmieję się w głos. Jerzy podnosi głowę znad sterty papierów i robi zabawną minę. To jedna z tych, które nazywam – <em>chłopie, co z tobą?</em> Jestem <em>mister Bloom</em> Jerzy! &#8211; mam ochotę mu to powiedzieć, ale nic nie mówię. Po prostu śmieję się głośno. Bloom znaczy kwiat, kwitnący albo też promienny, rozkwitający. Nawet podoba mi się to porównanie. Przy malowaniu Magdalena patrzy na moje zdjęcie z flagą Kenii. Czarne, czerwone, zielone i białe pasy rozciągnięte są za moją głową, w tle. Czarny to ludzie, czerwony &#8211; krew, zielony &#8211; bogactwo przyrody. Biały oznacza pokój. Są wyraziste i bardzo wiele dla mnie znaczą. Jednak wolałbym coś innego. Mówię jej o tym. Ona wtedy pyta: &#8211; „Jakie jest zatem twoje tło Robert?”</p>
<p>Wtedy ja widzę siebie na tle Asyża. Wąska droga pnie się w górę, za moimi plecami. Dokładnie nad prawym barkiem. Wygląda to tak, jakby ktoś patrzył mi przez ramię. Droga wtulona jest między ściany kamienic. Na ich fasadach widać otwarte i zamknięte okiennice. Pod nimi donice, w metalowych obręczach, z których kaskadami zwisają paprocie. Droga prowadzi do Santa Maria Rivotorto 9. Pnie się wzwyż i znika w wąskich zaułkach między domami. Na spalonych słońcem dachach siedzą stada gołębi. Jeden z nich, w poszukiwaniu okruchów chleba, szybuje blisko lewego ramienia. Moja twarz, razem z fragmentem torsu, umieszczona jest po prawej stronie obrazu. Dzięki temu panorama miasta rozciąga się szeroko, a ja jej nie zasłaniam.</p>
<p>Właśnie kiedy patrzę na monitor, wskakuje wiadomość z załączonym zdjęciem. Otwieram i widzę gotowy obraz. W tle za mną namalowała niebo.</p>
<p>„Piracie!” – czytam – „nie wiem czy odnajdziesz siebie w tym obrazie, ponieważ to tylko sztuka. Wiadomo przecież, że sztuka jest sztuczna (tak mówił profesor z Krakowa, uczący mnie rzeźby). Bóg jest najlepszym artystą, tworzy dzieła doskonałe, jak na przykład Ty. Hehehehe…”</p>
<p>Odpowiadam:  – „wow, wow, wow… Chciałbym, żebyś namalowała mnie na tle Asyża. Niech to będzie wąska, asyska uliczka, po której spacerował boso święty Franciszek. Ten zostaw sobie.”</p>
<p>Ona na to: „Wspaniały pomysł z Asyżem w tle. To jest właśnie twoje tło! Niedługo zobaczysz siebie w mieście świętego Franciszka.”</p>
<p>Zaczynam się zastanawiać, czy ten obraz przeniesie mnie rzeczywiście do Asyża. Taki wehikuł czasu… Patrzysz na obraz, chwilę zatrzymujesz wzrok na portrecie, a wtedy znajdujesz się tam, gdzie zostałeś namalowany. Potem myślę o mrocznym portrecie Doriana Graya 10. Robi mi się żal tamtego smutnego faceta. Moje tło jest słoneczne, pełne paproci i nieba. I roześmianych twarzy studentów, którzy przychodzą do mnie. Za tydzień będziemy rozmawiać o seksie. Zastanawiam się, jakie jest ich tło. Może to scena z książki Harlequin Romance11 pod tytułem: „Bosa do mnie przyjdź.” W tle widać dwoje zakochanych. Ona w czerwonych szpilkach i ciasnej mini. Za chwilę zarzuci mu ramiona na szyję i zaczną się całować. On (typ urody Orlando Bloom) w długich włosach i białym T-shircie, oparty plecami o ścianę kamienicy. Scena rozgrywa się w Asyżu. Przy tym on patrzy jak gwiazdor filmowy, pochylając się nieco. Kosmyki długich, lśniących włosów opadają na opalone policzki. To jest jedna opcja. Taka wersja romantyczna. Druga opcja, jaka przychodzi mi do głowy, to scena z horroru pod tytułem: „Piła. Ostatnie cięcie”. Mroczne, skłębione sylwetki szczerzą powybijane zęby. Po brodach kapie czerwona farba. Jest strasznie i ponuro. Właściwie nie wiadomo co dzieje się w tle, tak bardzo jest zamazane. Widocznie musi to być coś strasznego, bo nawet ostrość widzenia gubi się w tym chaosie.</p>
<p>Wracam znowu myślami do Asyża i drogi prowadzącej pod górę. Do mojej samotnej wędrówki. Chciałbym ich tam zabrać, pokazać zwyczajne piękno. Bez tych wszystkich gadżetów filmowych.</p>
<p>Kiedy wchodzę do domu postanawiam wystawić moje paprocie na zewnątrz, żeby obmyły się z kurzu. Pięknie się rozrosły. Są zdrowe i bujne. Ich rozłożyste liście muskają mnie po twarzy, kiedy niosę je ostrożnie na taras. Pochylam się nad każdą i sprawdzam, czy mają dosyć wody. Paprocie lubią wodę i ciepło. Dobrze znoszą nawet głęboki cień. Szybko rosną i nie są bardzo wymagające. Wystarczy regularnie podlewać, a odwdzięczą się i zaczną mocno rozrastać. Pióropusze liści przykryły niemal całą podłogę, kiedy już wszystkie wyniosłem na dwór.</p>
<p>Może powinna mnie porównać do Leona Zawodowca 12, który wszędzie wędrował ze swoją ukochaną paprotką. Nie… Jednak bardziej Bloom.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>________________________________</p>
<p>&nbsp;</p>
<ol>
<li>Bloom z ang. kwiat, rozkwitający, promienny.</li>
<li>Demon kuszący Ewę, Stary Testament Rdz 3, 1.</li>
<li>Jutrznia, modlitwa na rozpoczęcie dnia.</li>
<li>Psalm 116 B, „Dziękczynienie w świątyni”.</li>
<li>Święty Józef, mąż Maryi.</li>
<li>„Wszyscy jesteśmy podejrzani” Joanna Chmielewska.</li>
<li>„Franciscan Kolbe Press” – Drukarnia franciszkańska im. Św. Maksymiliana Kolbe.</li>
<li>Orlando Bloom brytyjski aktor. Znany z filmów „Władca pierścieni” (Legolas), „Piraci z Karaibów”, „Królestwo niebieskie”.</li>
<li>Neogotycki kościół Santa Maria Rivotorto w Asyżu, związany z kultem Św. Franciszka.</li>
<li>„Portret Doriana Graya” Oscar Wilde.</li>
<li>Harlequin romance, cykl krótkich historii o miłostkach. W opinii krytyków literatura kiczu, banału.</li>
<li>Leon Zawodowiec, płatny zabójca grany przez Jeana Reno, w filmie Luca Bessona o tym samym tytule.</li>
</ol>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Magdalena Golon, maj 2012</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/jakie-jest-twoje-tlo-panie-bloom/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kapituła prowincjalna w Koszalinie</title>
		<link>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/kapitula-prowincjalna-w-koszalinie/</link>
		<comments>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/kapitula-prowincjalna-w-koszalinie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 May 2012 12:13:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>o. Admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Slajd prawy]]></category>
		<category><![CDATA[Franciszkanie]]></category>
		<category><![CDATA[Kapituła]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gdansk.franciszkanie.pl/?p=2664</guid>
		<description><![CDATA[Czwarty dzień kapituły przyniósł pierwsze głosowania. Wcześniej jednak bracia zebrani w Koszalinie wysłuchali sprawozdania sekretarzy grup z dyskusji z poprzedniego dnia. Następnie w kaplicy odbyło się zaprzysiężenie nowego Ministra Prowincjalnego o. Jana Maciejowskiego, którego wcześniej już bracia z prowincji wybrali w głosowaniu. Odśpiewano uroczyste Te Deum. Zaprzysiężenie przyjął Minister Generalny o. Marco Tasca – nowy Minister [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czwarty dzień kapituły przyniósł pierwsze głosowania. Wcześniej jednak bracia zebrani w Koszalinie wysłuchali sprawozdania sekretarzy grup z dyskusji z poprzedniego dnia. Następnie w kaplicy <strong>odbyło się zaprzysiężenie nowego Ministra Prowincjalnego o. Jana Maciejowskiego,</strong> którego wcześniej już bracia z prowincji wybrali w głosowaniu. Odśpiewano uroczyste <em>Te Deum</em>. Zaprzysiężenie przyjął Minister Generalny o. Marco Tasca – nowy Minister Prowincjalny przyrzekł uległość, szacunek i posłuszeństwo Generałowi Zakonu oraz zapewnił go o swej wierności. Po tym wszyscy bracia złożyli życzenia Prowincjałowi o. Janowi.</p>
<p>Kolejną częścią obrad był wybór Definitorium Prowincji oraz Zarządu Prowincji. Definitorami wybrani zostali bracia: Manswet Wardyn, Andrzej Lengenfeld, Bogdan Wroński, Piotr Matuszak, Wojciech Kulig oraz Leszek Łuczkanin.</p>
<p><strong>Nowy Asystenci Prowincji – Wikariusz br. Wojciech Kulig; Sekretarz br. Leszek Łuczkanin; Ekonom br. Andrzej Lengenfeld.</strong></p>
<p>za <a title="Franciszkanie" href="http://www.franciszkanie.gdansk.pl" target="_blank">www.franciszkanie.gdansk.pl</a></p>

<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/kapitula-prowincjalna-w-koszalinie/definitorium/' title='definitorium'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/definitorium-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="definitorium" title="definitorium" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/kapitula-prowincjalna-w-koszalinie/p_img_4962/' title='bracia kapitulni'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/p_IMG_4962-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="bracia kapitulni" title="bracia kapitulni" /></a>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/kapitula-prowincjalna-w-koszalinie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci”</title>
		<link>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/</link>
		<comments>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 May 2012 13:51:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>o. Admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Slajd prawy]]></category>
		<category><![CDATA[Franciszkanie]]></category>
		<category><![CDATA[modlitwa]]></category>
		<category><![CDATA[Św. Franciszek]]></category>
		<category><![CDATA[Wyspa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gdansk.franciszkanie.pl/?p=2674</guid>
		<description><![CDATA[„Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci” &#160; Długi weekend ma to do siebie, że można pozwolić sobie na małe leniuchowanie i spędzić go leżąc do południa w łóżku. My jednak nie trzymając się tej zasady, postanowiliśmy 4 maja wstać skoro świt, aby pierwszą część dnia spędzić na kajakach. Ciekawie było już od samego rana, gdyż [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<h3 align="center">„Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci”</h3>
</div>
<p>&nbsp;</p>
<p>Długi weekend ma to do siebie, że można pozwolić sobie na małe leniuchowanie i spędzić go leżąc do południa w łóżku. My jednak nie trzymając się tej zasady, postanowiliśmy 4 maja wstać skoro świt, aby pierwszą część dnia spędzić na kajakach.</p>
<p>Ciekawie było już od samego rana, gdyż część grupy czekała w innym miejscu niż to, w którym wcześniej się umówiliśmy. Na szczęście nienaganna kondycja fizyczna dziewczyn sprawiła, że nadrobiły swoje niedopatrzenie i tryumfalnie wbiegły do autobusu na minutę przed odjazdem.</p>
<p>Następnie, w pogodnych nastrojach udaliśmy się do pobliskiego Wróblewa, skąd mieliśmy rozpocząć spływ do Gdańska. Na miejscu, nieopodal uroczego kościółka, odebraliśmy kajaki i rozpoczęliśmy naszą przygodę. Początkowo panowała iście sielska atmosfera, świeciło słoneczko, twarz smagał lekki wiaterek, wszystko to sprawiało, że byliśmy we wspaniałych nastrojach, wiosłowaliśmy wesoło podziwiając piękno natury. Wszystko zmieniło się o 180 stopni w momencie, gdy zrobiliśmy przerwę na śniadanie i poranną modlitwę. Wówczas, nastąpiła gwałtowna zmiana pogody. Napłynęły czarne chmury i zaczął padać rzęsisty deszcz. Nie widząc innego wyjścia wciągnęliśmy kajaki na brzeg i rozpoczęliśmy poszukiwania kryjówki. Naszym oczom ukazał się pobliski kościół i w mgnieniu oka pojęliśmy, o co chodzi w powiedzeniu: „Jak trwoga to do Boga”, gdyż nie zastanawiając się za wiele, co sił pędziliśmy w jego kierunku. Niestety świątynia była zamknięta, ale postanowiliśmy schronić się pod dachem przed drzwiami wejściowymi, gdzie odmówiliśmy Jutrznię, wspominając jednocześnie św. Floriana, który zginął męczeńską śmiercią w nurtach rzeki Enns.</p>
<p>Być może wiedza o tym jak zakończył swój żywot św. Florian, ale też nieustępujący deszcz sprawiły, że część osób zaczęła wątpić, czy jest sens kontynuować spływ. Na szczęście nieugięta postawa reszty grupy sprawiła, że zdecydowaliśmy się płynąć dalej. Jak się okazało pogoda zaczęła się szybko poprawiać, a wraz z nią nasze nastroje. Ponownie we wspaniałej atmosferze, przyśpiewując radosne pieśni wiosłowaliśmy w stronę trójmiasta. Uwieńczeniem naszej kajakowej wyprawy było podziwianie starego miasta, które widziane z wody, okazało się jeszcze piękniejsze.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Po południu pojechaliśmy na wyspę Sobieszewską gdzie czekali na nas o. Piotr Pliszka i Małgosia, a co na tamten czas ważniejsze- garnek przepysznej gorącej zupy porowej z serem pleśniowym! Posileni wspólnymi siłami zabraliśmy się do pracy przygotowując Forsterówkę na przyjście Jezusa w ofierze Eucharystycznej. Jak się okazało z odpowiednimi ludźmi mycie okien, pranie firanek i zamiatanie ganku mogą być bardzo radosnymi czynnościami. Kiedy około 21 dawna siedziba hitlerowca została zamieniona w kaplicę pełną świec, kwiatów i trzaskającego w kominku ognia zgromadziliśmy się przy stole Eucharystycznym. Podczas kazania o. Piotr mówił o naszych <em>Egiptach</em>, <em>grobach- </em> trwogach i lękach, które paraliżują naszą wiarę i zaburzają relację z Bogiem. Ojciec podkreślił, że musimy poddać się woli Ojca, zaufać mu, przestać tworzyć projekcje własnego życia, przyszłości, które jeśli nie zostaną zrealizowane stają się dla nas symbolem porażki, opuszczenia przez Stwórcę i powodem do żalu, gniewu czy rozpaczy. To szatan wsysa w nasze serca niepewność i zwątpienie i nie chce pozwolić abyśmy rzucili się w miłosierne ramiona Ojca, dla którego nie jesteśmy anonimowi, który nas kocha. Przecież nikt tak nas nie zna jak Bóg, więc komu innemu mielibyśmy zaufać? Po posileniu się Ciałem i Krwią Pańską nastąpiło wystawienie Najświętszego Sakramentu. Po chwili adoracji w ciszy i wspólnej modlitwie do Ducha Świętego dostaliśmy namacalny dowód Żywej obecności Boga wśród nas. Ojciec Piotr po prostu otworzył Pismo Święte i Pan przemówił… dał nam Słowo, które doskonale dopełniało i pogłębiało kazanie, co więcej dało odpowiedz na nasze intencje przedstawione podczas Eucharystii i odpowiadało na lęki, pragnienia, obawy, sprawy, z którymi musimy się zmierzyć. Żywe Słowo Boga, który kocha i Jest przy człowieku i mówi do Jego serca!</p>
<p>Adorowaliśmy Chrystusa przez całą noc, czuwając przy nim na zmianę, tak, aby każdy mógł osobiście pobyć na „audiencji” u Pana lub trochę się „zamyślić”. O poranku odmówiliśmy wspólnie Jutrznię i Godzinę Czytań, po czym przyszedł czas na pokarm dla ciała. Czy może być coś przyjemniejszego od jedzenia świeżych bułeczek z pachnąca kawa przy porannym śpiewie ptaków i wiosennym, bezchmurnym niebie? Nam więcej do szczęścia nie było potrzeba. Objedzeni i radośni poszliśmy na spacer na plażę, aby zaznać trochę ruchu, a kiedy już spaliliśmy odpowiednią ilość kalorii wspólnie próbowaliśmy odpowiedzieć na pytania, czym dla nas jest niebo, chrzest, na czym polega jedność Trójcy Świętej przy okazji poruszając wiele innych mniej lub bardziej istotnych kwestii. Po powrocie z plaży wspólnymi siłami udało nam się przygotować obiad- włoski makaron <em>e pepe</em> wg przepisu o. Gwardiana. Miłą niespodzianką była obecność na obiedzie konserwatorów zabytków, z którymi bardzo miło nam się rozmawiało nie tylko o historii Forsterówki i wartości kulturowej tego miejsca. Oczywiście nie mogło się też obyć bez popołudniowej drzemki pod wiosenną chmurką.</p>
<p>Chwilę przed zmrokiem przygotowaliśmy Eucharystię. Podczas kazania ojciec Piotr zwrócił naszą uwagę, że bardzo łatwo jest popaść w pychę, uważając się za bardziej wierzącego od innych, ludzi „tego świata”, ulec pokusie sądzenia i samozadowolenia. Istnieje także pokusa bycia wyłącznie afektywnym, emocjonalnym w życiu wspólnoty, budowania na relacjach, podczas gdy istotą powinno być tworzenie relacji życia, z naszą przeszłością i przyszłością, na Bogu, w szczerości doświadczeń wobec ludzi. Sama obecność przy Jezusie nie wystarczy. Nawet apostołowie, mimo, że osobowo doświadczyli Jezusa nie poznali Ojca i zwątpili w godzinie męki. Doskonałym przykładem jest postawa Maryi w relacji do Jezusem, w którym widziała Boga, a jednocześnie kochała Go jak syna i trwała przy nim. Po zakończeniu Eucharystii przyszedł czas na sprzątanie i pakowanie przed odjazdem. Ale zanim rozjechaliśmy się do domów spędziliśmy kilka bardzo ważnych godzin przy ognisku rozmawiając i tworząc wspólnotę.</p>
<p>Wiele można by jeszcze powiedzieć o tych krótkich dwóch dniach, o słowach, które padły i zapadły w nas głęboko, dyskusjach, pytaniach, wątpliwościach, wzruszeniach czy poruszeniach serca, które nastąpiły. Ale to zostawimy dla nas. Niech po przeczytaniu tych paru zdań pozostanie w odbiorcy drobny niedosyt. Miejmy nadzieję, że to sprowokuje inne wspólnoty do wyjazdu na wyspę Sobieszewską, a co ważniejsze, że spotkanie ze Zmartwychwstałym Jezusem, w którym mieliśmy zaszczyt uczestniczyć, zaowocuje nawróceniem w naszym życiu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Adam i Gosia</p>

<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/ora-te-labora/' title='ora te labora'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/ora-te-labora-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="ora te labora" title="ora te labora" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/8-2/' title='8'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/81-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="8" title="8" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/img_3451/' title='20'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_3451-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="20" title="20" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/img_3450/' title='19'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_3450-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="19" title="19" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/img_3434/' title='18'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_3434-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="18" title="18" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/img_3433/' title='17'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_3433-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="17" title="17" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/img_3457/' title='16'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_3457-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="16" title="16" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/attachment/14/' title='14'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/14-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="14" title="14" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/attachment/13/' title='13'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/13-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="13" title="13" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/attachment/12/' title='12'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/12-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="12" title="12" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/attachment/11/' title='11'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/11-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="11" title="11" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/attachment/10/' title='10'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/10-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="10" title="10" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/attachment/9/' title='9'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/9-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="9" title="9" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/attachment/7/' title='7'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/7-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="7" title="7" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/attachment/6/' title='6'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/6-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="6" title="6" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/attachment/5/' title='5'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/5-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="5" title="5" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/attachment/4/' title='4'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/4-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="4" title="4" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/attachment/3/' title='3'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/3-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="3" title="3" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/2-2/' title='2'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/2-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="2" title="2" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/1-2/' title='1'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/1-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="1" title="1" /></a>
<a href='http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/attachment/15/' title='15'><img width="150" height="150" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/05/15-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="15" title="15" /></a>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/%e2%80%9ewyplyn-na-glebie-i-zarzuccie-sieci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zaproszenie na rekolekcje małżeńskie</title>
		<link>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/2653/</link>
		<comments>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/2653/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 06 May 2012 20:07:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>o. Admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[DMK]]></category>
		<category><![CDATA[Franciszkanie]]></category>
		<category><![CDATA[Małżeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[modlitwa]]></category>
		<category><![CDATA[Rekolekcje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gdansk.franciszkanie.pl/?p=2653</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Zapraszamy małżonków na  SPOTKANIA MAŁŻEŃSKIE rekolekcje                      poświęcone odnowieniu więzi małżeńskiej   w dniach 11-13 maja 2012 r. w Domu Pojednania i Spotkań im. Św. Maksymiliana M. Kolbego w Gdańsku (DMK) od piątku godz. 18.00 do niedzieli godz. 14.30. Rekolekcje SPOTKANIA MAŁŻEŃSKIE sprzyjają porozumieniu małżonków [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: left;" align="center">Zapraszamy małżonków na</p>
<h3 style="text-align: left;" align="center"><strong> SPOTKANIA MAŁŻEŃSKIE</strong></h3>
<h3 style="text-align: left;" align="center"><strong></strong><strong>rekolekcje                    </strong></h3>
<h3 style="text-align: left;" align="center"><strong></strong><strong> poświęcone odnowieniu więzi małżeńskiej</strong></h3>
<p style="text-align: left;" align="center"><strong> </strong></p>
<h2 style="text-align: left;" align="center"><strong>w dniach 11-13 maja 2012 r.</strong></h2>
<h3 style="text-align: left;" align="center"><strong>w Domu Pojednania i Spotkań<br />
im. Św. Maksymiliana M. Kolbego w Gdańsku (DMK)</strong></h3>
<h3>od piątku godz. 18.00 do niedzieli godz. 14.30.</h3>
<p style="text-align: left;" align="center">Rekolekcje SPOTKANIA MAŁŻEŃSKIE sprzyjają porozumieniu małżonków przez dialog, który wyraża miłość męża i żony</p>
<p style="text-align: left;"> oraz ciągle ją odbudowuje.</p>
<p style="text-align: left;" align="center"><strong>ZGŁOSZENIA:<br />
</strong>telefonicznie: <strong>58 719 54 04</strong><br />
e-mail: <a href="mailto:zapisy@spotkaniagdynia.pl">zapisy@spotkaniagdynia.pl</a></p>
<p style="text-align: left;" align="center">za pomocą formularza na stronie:</p>
<p style="text-align: left;" align="center"><a title="spotkania" href="http://www.spotkaniagdynia.pl" target="_blank">www.spotkaniagdynia.pl</a></p>
<p style="text-align: left;" align="center">SPOTKANIA MAŁŻEŃSKIE od ponad 30 lat służą<br />
umacnianiu i odnawianiu więzi małżeńskiej. W samym 2010 roku<br />
uczestniczyło w nich 1200 par małżeńskich.</p>
<p>Z  wypowiedzi uczestników:</p>
<p><em>* …bałam się, że będzie trzeba mówić coś publicznie, na szczęście nie było nawet takiej możliwości. Odkryliśmy co to znaczy dialog. Nauczyliśmy się go w miejsce dyskusji…</em></p>
<p><em>* …</em><em>tutaj odpocząłem, wyciszyłem się, naładowałem akumulatory… </em></p>
<p><em>* </em><em>…nauczyłam się poznawać, nazywać uczucia swoje i odczytywać uczucia męża…</em></p>
<p><em>* </em><em>…tu był czas na dialog, nikt nam nie przeszkadzał. Umacnia mnie to, że widzę tu tyle małżeństw, które chcą dobrze żyć… </em></p>
<p><em>* …</em><em>odkryłam jak błogo i cudownie jest być bliżej i wsłuchiwać się w siebie. Mój mąż żyje w skorupie zranień… Odkryliśmy miłość na nowo dotarliśmy trochę do siebie&#8230;</em></p>
<p><em></em><em>* …</em><em>tutaj odpocząłem, wyciszyłem się, naładowałem akumulatory…</em></p>
<p><em>* </em><em>…nauczyłam się poznawać, nazywać uczucia swoje i odczytywać uczucia męża…</em></p>
<p><em>* </em><em>…tu był czas na dialog, nikt nam nie przeszkadzał. Umacnia mnie to, że widzę tu tyle małżeństw, które chcą dobrze żyć… </em></p>
<p><em>* …</em><em>odkryłam jak błogo i cudownie jest być bliżej i wsłuchiwać się w siebie. Mój mąż żyje w skorupie zranień… Odkryliśmy miłość na nowo dotarliśmy trochę do siebie&#8230;</em></p>
<table cellspacing="0" cellpadding="0" align="left">
<tbody>
<tr>
<td width="163" height="9"></td>
<td width="173"></td>
<td width="2"></td>
<td width="366"></td>
</tr>
<tr>
<td height="173"></td>
<td rowspan="2" bgcolor="white" width="173" height="181">
<table width="100%" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tbody>
<tr>
<td></td>
</tr>
</tbody>
</table>
</td>
<td></td>
<td bgcolor="white" width="366" height="173">
<table width="100%" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tbody>
<tr>
<td>
<div>
<p align="center"><strong>ZGŁOSZENIA:<br />
</strong>telefonicznie: <strong>58 719 54 04</strong><br />
e-mail: <a href="mailto:zapisy@spotkaniagdynia.pl">zapisy@spotkaniagdynia.pl</a></p>
<p align="center">za pomocą formularza na stronie:</p>
<p align="center"><a title="spotkania" href="http://www.spotkaniagdynia.pl" target="_blank">www.spotkaniagdynia.pl</a></p>
<p>&nbsp;</p>
</div>
</td>
</tr>
</tbody>
</table>
</td>
</tr>
<tr>
<td height="8"></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/2653/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ndugu, brat</title>
		<link>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/ndugu-brat/</link>
		<comments>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/ndugu-brat/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 06 May 2012 19:56:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>o. Admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Slajd prawy]]></category>
		<category><![CDATA[Franciszkanie]]></category>
		<category><![CDATA[Kenia]]></category>
		<category><![CDATA[Misje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gdansk.franciszkanie.pl/?p=2649</guid>
		<description><![CDATA[Ndugu, brat „Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek (…)” Iz  11, 3 &#160; Budzę się o drugiej w nocy i szukam swojej ręki. Nie mam jej, bo jej nie czuję. Wygięła się dziwnie, przyciśnięta ciężarem mojego ciała. Teraz jest martwa. Leży bezwładnie obok, jak nieudany przeszczep. Moja wyobcowana tkanka. Od razu przychodzą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3 align="center">Ndugu, brat</h3>
<p><em>„Nie będzie sądził z pozorów</em></p>
<p><em>ni wyrokował według pogłosek (…)”</em></p>
<p><em>Iz  11, 3</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Budzę się o drugiej w nocy i szukam swojej ręki. Nie mam jej, bo jej nie czuję. Wygięła się dziwnie, przyciśnięta ciężarem mojego ciała. Teraz jest martwa. Leży bezwładnie obok, jak nieudany przeszczep. Moja wyobcowana tkanka. Od razu przychodzą mi do głowy słowa Pisma &#8211; „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie… odetnij ją, jeśli twoja noga jest dla ciebie… odetnij ją.” Boże, co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić? Dotykam drugą, żywą ręką, obcego nagle ciała. Rozchylam własne palce i naciskam nadgarstek. Z ulgą wyczuwam jak wraca krążenie. Dłoń pulsuje napływającą krwią. Czuję przyjemne ciepło i mrowienie. Ręka ożywa wreszcie, niczym cudownie uzdrowiona kończyna trędowatego. Siadam na łóżku, już nie chcę mi się spać. Mam ochotę wyjść z domu i właśnie to robię.</p>
<p>Wciągam głęboko powietrze do płuc. Wilgotna, ciepła noc łaskocze mnie w nozdrza. Wszystko jest w tym zapachu. Mieszanina wonności i odoru. Raz zachwyca, to znowu dławi. Kontrasty tak głębokie, jak pęknięta do dna ziemia. Wyrasta z niej kwitnące drzewo. I wpada w nią martwe dziecko. Chłopczyk. Wilgotne, czarne włosy w kędziorach, przyklejone są do pięknej, okrągłej głowy. Buzia niemalże z uśmiechem, delikatna i pulchna rączka włożona do ust, okrągły brzuszek. Cały nagi, dobrze zbudowany bobas. Jak z obrazka. Wydaje się, że zaraz zawoła do mnie, wyciągnie swoje śliczne rączki i powie – „daj”! Wtedy ja wyciągnę do niego rękę pełną chleba. Zaraz, ale co to? Wokół niego piętrzy się sterta śmieci. Butelki, puszki, siatki, kartony. Z jakiegoś powodu ten chłopiec leży wtulony w stertę śmieci. On nie żyje! Ktoś wyrzucił dziecko, bo nie zdążył go sobie wyskrobać. Chyba zaraz zwymiotuję. Nabieram jeszcze raz powietrza, głęboki haust, jeszcze jeden… Staram się wywęszyć zapach życia, pośród rumowiska ludzkiej biedy.</p>
<p>Otwieram drzwi do kościoła. Zapalam światło. Siadam w ławce i patrzę przed siebie. Cisza wypełnia mnie do dna serca. Jestem glinianym naczyniem, które On trzyma w rękach. Gdyby mnie upuścił&#8230; Naczynie spada i uderza o kamienną podłogę, słychać trzask. Tysiące kawałków, których nie mogę dopasować ,leży chaotycznie u Jego stóp. Nie podoba mi się ten widok. Jest nieprawdziwy. Wiem, że to nie On. To nie tak. Szukam gwałtownie w wyobraźni czegoś innego. Czegoś, co zmaże tamten poprzedni, nieprzyjemny, mroczny obraz. I kiedy tak siedzę sam, w pustym kościele i trwam na modlitwie, przychodzi coś wprost kapitalnego! Coś czego nigdy bym nie wymyślił, ot, tak sobie, dłubiąc w zębach wykałaczką. Nie mam wątpliwości, że to niesamowity prezent. Bo oto rozumiem nagle, że On trzyma to naczynie cały czas. Bez przerwy je niesie i nigdy nie odkłada na bok. Czuję jak serce zaczyna mi rosnąć. Patrzę na Tabernakulum i uśmiecham się. Przecież to naczynie, to są Jego dłonie! Nie mogą upaść i rozbić się, jak jakiś kubek z Ikei. Dłonie Jezusa ułożone są w kształt naczynia. Widzę to nagle bardzo wyraźnie, oczyma serca. Złożone na kształt owalnej misy. W środku jest woda, która gasi pragnienie. Jestem tym naczyniem, jestem Jego rękami.</p>
<p>Ta myśl tak mnie uradowała, że od razu czuję się lepiej! Próbuję nawet zanucić jakąś melodię, albo przynajmniej wyklaskać rytm dłońmi. Jednak noc rządzi się swoimi prawami, więc uspokajam się nieco, i dalej patrzę przed siebie.</p>
<p>Cały świat wydaje się taki wielki. Napełniony milionami zdarzeń, miliardami istnień. A ja jestem mniejszy od kolibra. Robercik w przepastnym buszu ludzkich pragnień i tęsknot. Gdzie każdy człowiek jest Jego drzewem. Wszyscy razem są jak ogromny, splątany, kenijski Park Tsavo. Wędruję drogą, którą wytyczył On. Szlak prowadzi mnie między drzewami. Rosną tu baobaby pełne pretensji. Kolczaste akacje złości, araki niechęci. Drzewa parówkowe obwieszone mdłymi owocami pożądliwości. Idę sam. Wybrałem życie w samotności. Nie mam żony, ani dzieci. Nie mam także kochanki. Hehehehe… Cieszę się z tego, chociaż noc zaskakuje mnie nieraz. Opada na mnie kaptur złowrogiej ciemności. Niczym masajski wojownik, idę na spotkanie z przeznaczeniem. Wiem, że patrzy na mnie uważnie. Marszczy groźnie wargi i pokazuje kły. Krąży wokół mnie, jak lew gotowy do skoku. Zatacza coraz mniejsze kręgi. Za moment rzuci się na mnie i przygniecie swoim ciężarem. Jego zawsze głodne szczęki będą szukać ciepłego mięsa strachu, niepokoju, buntu, aby ogłosić światu, że nie jestem jednak dojrzałym mężczyzną. Że przegrałem z własnymi słabościami.</p>
<p>Patrzę na Jezusa zawieszonego na drzewie. Umęczone ciało tak mocno wrosło w pień, że nie można już rozdzielić. Zranione drzewo spłynęło obficie żywicą. Doskonałe zespolenie, jedno nie istnieje bez drugiego. Rozglądam się wokoło, szukając swojego lwa, z którym mógłbym się mocować. Cisza wypełnia mnie, aż do najgłębszych ciemności mojego serca. Siedzę w pustym kościele i oczekuję spotkania z Nim. Moje wnętrze staje się przestronne, niczym lej krateru. Ogień trawi mnie od środka. Zaraz wybuchnę jak wulkan. Wstaję szybko, jakby ktoś pociągnął mnie za rękę. Podchodzę do ambony. Leży tam Pismo Święte. Biorę je w ręce. Na okładce widnieją tłoczone litery. Czuję je pod palcami. Są tak wyraźne, jak alfabet Braille’a dla niewidomego. Jak klawisze fortepianu, na którym można zagrać. Byle tylko grać, byle słuchać tego brzmienia. Składać i rozkładać litery, jak muzyk składa nuty. Nasłuchiwać, czy nie ma fałszu. Czy interpretacja brzmi czysto. Czy dociera do widowni, która licznie się zebrała, ku mojemu zaskoczeniu. I grać! Grać muzykę słów.</p>
<p>Czy Chopin mógłby zagrać na fortepianie proroka Izajasza? Nowa myśl rozbłyska nagle, jak fajerwerk, pośród wielu znanych odpowiedzi. Zaskakuje nawet mnie samego. Bo oto, zamiast nut, na wypolerowanej podstawce instrumentu, leżą słowa Pisma. Geniusz pochyla się nad nimi. W ekstazie odczytuje wartości słów- nut. Jego włosy są w szalonym nieładzie. Profil wycina się, jakoś wyjątkowo tragicznie, na tle uniesionej pokrywy fortepianu. Pomimo chorobliwej bladości, wydaje się, że za chwilę skona z przejęcia, jego palce bębnią po klawiszach z ogromną siłą. Jak dzikie zwierzęta gonią słowa proroka. Natchniony tropi natchnionego. Tak lew mógłby gonić swoją ofiarę, aby przekonać się jak smakuje.</p>
<p>Jednak zamiast bladego Chopina, na fortepianie gra właśnie młody Kenijczyk. Czarny jak heban i energiczny jak Salomon. Zdaje się, że zaszła tu jakaś pomyłka. To przecież nie może być muzyk! To biegacz, maratończyk. Kiedy dobrze mu się przyjrzeć, przypomina nawet Paula Tergata.  Jednak okazuje się, bez dwóch zdań, że to muzyk. W dodatku bardzo utalentowany, który kocha Chopina. Kiedy siada do fortepianu, ten wchłania go całego. Bo przecież kolor tego muzyka i tego instrumentu jest ten sam. Widać tylko biały kołnierzyk i końcówki mankietów. Cała reszta tonie w jakiejś przepastnej, aksamitnej czerni, rozbrzmiewającej narodowym, klasycznym utworem „Życzenie.” Po chwili, wśród burzy oklasków, zaczyna grać Polski Hymn Narodowy, czym zupełnie mnie oszałamia.</p>
<p>Siedzę zasłuchany w muzykę Kenijczyka, który gra Chopina jak wirtuoz. Zastanawiam się poważnie czy to on jest patriotą, czy to ja nim jestem. Podejrzenie że patriotą jest on, bardziej niż ja, doskwiera mi dziwnie. Jak kamyk w bucie maratończyka, i to tuż przed metą. Próbuję przypomnieć sobie treść całego Hymnu Narodowego, kiedy koncert dawno już się skończył. Wspomnienia jednak wracają, a ja wciąż stoję przy ambonie. W pustym kościele. Trzymam mocno Pismo Święte, palce wirtuoza odnajdują znajome litery. Za chwilę zabrzmi genialna muzyka! Panie, panowie, słuchajcie!</p>
<p>Patrzę na puste ławki. Jutro z samego rana będą w nich siedzieć ludzie. Otwieram Biblię i czytam wersy z Księgi Izajasza : „Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał (&#8230;)”  Mam wielką ochotę czytać na głos. Właśnie teraz, w środku nocy. To nic, że jestem sam. Niech słowa wybrzmią, niech będą jak światła na drodze.</p>
<p>Dokładnie w chwili, gdy otwieram usta, drzwi kościoła otwierają się. Wchodzi Kamau, nasz strażnik. Cieszę się, że znowu jest z nami. Niedawno wyszedł ze szpitala. Rany na głowie szybko się zagoiły. Szwów prawie nie widać.</p>
<p>- Ndugu, co robisz? Zapaliłeś światło. Ja przyszedłem zobaczyć.  – Kamau patrzy na mnie i jest nieco poirytowany. Kościoła nie otwiera się w środku nocy, kiedy wszyscy śpią – Ndugu Robert, Ty nie możesz spać?</p>
<p>- Usiądź Kamau. Chcę ci coś powiedzieć –  on siada w ostatniej ławce i jest bardzo zdziwiony. Jego spojrzenie wyraża tak wiele! Cieszę się jak dziecko, że przyszedł. Jest nas teraz dwóch w kościele. Czytam głośno Izajasza: „Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew…” Słowa proroka wychodzą z moich ust. Wędrują nocnym szlakiem robaczków świętojańskich, ode mnie do Kamau, i rozświetlają ciemności. Widzę jak siadają mu na ramionach, na głowie, na rękach.</p>
<p>- Kiedy Ndugu? – jego mocny głos sprowadza mnie na ziemię. Patrzy na mnie smutno, przenikliwie. Zamykam Pismo Święte i podchodzę do niego.</p>
<p>- Posuń się trochę, chcę tu usiąść – mówię cicho. Jego oczy utkwione są we mnie. Wygląda tak, jakby miał zaraz zapłakać.</p>
<p>- Kiedy? – pyta znowu.</p>
<p>Spoglądam na niego z troską. Łzy płyną mu po twarzy. Kamau płacze. Myślę, że to dobry, uzdrawiający płacz, z głębi zranionego serca.</p>
<p>- Kamau, On jest z nami. Wierzysz? – mówię cicho.</p>
<p>- Tak, wierzę.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Magdalena Golon, maj 2012</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/ndugu-brat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wafso Robercik</title>
		<link>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/wafso-robercik/</link>
		<comments>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/wafso-robercik/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 May 2012 07:12:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>o. Admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Slajd prawy]]></category>
		<category><![CDATA[Franciszkanie]]></category>
		<category><![CDATA[Kenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gdansk.franciszkanie.pl/?p=2642</guid>
		<description><![CDATA[Wafso Robercik    ogrodnik zasadzę twoje serce w ziemi żyznej i będę patrzył jak wschodzisz będę podlewał i pielił będę cię chronił   magdalena golon &#160; Zostajemy w wiosce Masajów. Dzień pełen wrażeń minął. Rozpoczyna się kolejna, niezwykła noc w Afryce. Mężczyźni właśnie zamykają ogrodzenie zrobione z kolczastych gałęzi akacji. Dzięki temu bydło i kozy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3 align="center"></h3>
<h3 align="center">Wafso Robercik</h3>
<p><em> </em></p>
<p><em> ogrodnik</em></p>
<p><em>zasadzę twoje serce</em></p>
<p><em>w ziemi żyznej </em></p>
<p><em>i będę patrzył jak wschodzisz</em></p>
<p><em>będę podlewał</em></p>
<p><em>i pielił</em></p>
<p><em>będę cię chronił</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>magdalena golon</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Zostajemy w wiosce Masajów. Dzień pełen wrażeń minął. Rozpoczyna się kolejna, niezwykła noc w Afryce. Mężczyźni właśnie zamykają ogrodzenie zrobione z kolczastych gałęzi akacji. Dzięki temu bydło i kozy są bezpieczne. Otacza nas gęsty, splątany pierścień krzewów, który skutecznie chroni przed drapieżnikami. Wchodzimy do chaty udostępnionej nam przez gospodarzy. Niewielkie pomieszczenie jest pełne dymu. Szczypie nas w oczy i kręci w nosie. Unosi się ponad naszymi głowami, chociaż ogień już wygaszony. Każdego dnia kobiety podgrzewają wodę i przygotowują posiłki na paleniskach, wewnątrz swoich chat. Wydobywa się z nich gęsty dym, który płoszy nieproszonych gości. Są nimi oczywiście owady, ale także węże i skorpiony. Niestety, drażni także nasze spojówki.  Wielu Masajów z tego powodu ma problemy ze wzrokiem.</p>
<p>Ktoś przygotował nam posłania. Bydlęce skóry rozesłane są bezpośrednio na ziemi. Rozglądamy się wokoło z zaciekawieniem. Pomieszczenie jest ubogie, ale schludne. Pozbawione wygód. W przedmiotach codziennego użytku nie ma przesady ani mody. Niespotykana prostota działa na nas kojąco. Jak balsam na zmęczone zmysły. Kładziemy się na podłodze i podziwiamy fantazję naszych gospodarzy. To dopiero Grand Hotel! Nie zamieniłbym się nawet na wannę z jacuzzi i bąbelki różowego szampana. Ekstrawagancja architekta sięga tutaj gwiazd. Mrugają do nas zalotnie spomiędzy patyków położonych luźno na dachu. Ściany z czerwonej gliny i krowiego łajna wyprzedzają o lata świetlne najlepszy stiuk wenecki. Tym bardziej, że jest i naturalna klimatyzacja w postaci fantazyjnych spękań i załamań w ścianach. Dzięki temu do naszych uszu swobodnie dochodzą przeróżne dźwięki. Aktywne w ciemnościach zwierzęta dopiero teraz się budzą. Lamparty, lwy, hieny wyruszają na łowy. Ich charakterystyczne stękania, porykiwania i warkoty niosą się po całej okolicy. Antylopy dik-dik, przedzierając się przez suche zarośla, biegną truchtem na pastwiska sawanny. Ptaki nawołują się głośno. Ich krzyki wyróżniają się na tle nocnych szeptów. Skorpiony, pluskwy i węże po cichu wychodzą ze swoich kryjówek&#8230;</p>
<p>Na szczęście mamy moskitiery, które wieszamy wysoko pod sufitem. Opadający materiał wygląda jak baldachim nad łożem jakiegoś wytwornego szejka. Spływa w dół kaskadami fałd prosto na nas. Patrzę w stronę, gdzie  powinien być Jerzy, i wytężam wzrok. Jego nieprawdopodobnie długa sylwetka znika w gęstym tiulu. Nasze dwa zwoje wyglądają zupełnie jak z filmowej klasyki since fiction. Gigantyczna wylęgarnia rzadkich gatunków. Obcy w Afryce… Zasadnicza różnica między filmem, a rzeczywistością polega na tym, że my odradzamy się jako gatunek nieszkodliwy, a nawet pożyteczny! Owijamy się więc szczelnie w gęstą siatkę uczepioną sufitu i otwieramy nasze laptopy. Zadziwiające! Jak wiele rzeczy robimy jednocześnie. Nie marnujemy przy tym czasu. Daję od razu nura w portal społecznościowy. Facebook nie jest żadnym cudownym wynalazkiem, ale bardzo pomaga w kontaktach z ludźmi. Na mojej tablicy zamieszczam ciekawe informacje, zdjęcia i filmy. Nie za często. Nie chcę być wciąż na tapecie, jak jakiś domorosły gwiazdor. Wystarczy raz na dwa, trzy dni, wkleić coś wyjątkowego. Coś, co ich obudzi…</p>
<p>Spoglądam w internetowy kalendarz. Dzisiaj jest pierwszy kwiecień. W Polsce prima aprilis. Trzeba się przygotować na niewybredny żart. Patrzę na zdjęcia profilowe znajomych. Naliczyłem ich 355. Sprawdzam najpierw wiadomości i swoją tablicę. W samą porę! Pod moim profilem, o zgrozo, ktoś zamontował film erotyczny. Wygląda to tak, jakbym to ja go umieścił. Bardzo możliwe, że obleciał kilka kontynentów w przeciągu pięciu minut. Za chwilę kogoś to bardzo zainspiruje. Pikantny zestaw &#8211; „zakonnik i erotyka”  to gratka dla niejednego grafomana. Działa na niektórych podobnie jak drink „krwawa Mary”. Jutro, w porannej gazecie, będziecie mogli przeczytać gorący fakt: „Gołe cycki i orgia w wiosce. Czyli cała prawda o misjonarzach.” To dopiero tandeta! Wyrzucam szybko badziewie i piszę parę słów wyjaśnienia. Chętnie dorwałbym gnojka i… Niebywałe, że niektórzy wciąż tracą czas na głupoty!</p>
<p>Dokładnie w chwili, gdy uporałem się z bałaganem na Facebooku, na mojej tablicy pojawia się taki oto komunikat:</p>
<p><em>„Jestem artystką. Chcę pomóc. Jest coś, co mogę zrobić dla misji w Kenii?”  Magdalena</em></p>
<p>Nie mam pojęcia kim jest Magdalena. Mam zamiar ostudzić jej zapały, gdyby przypadkiem miała ochotę na randkę z zakonnikiem. Z babami nigdy nic nie wiadomo! Zobaczyła erotyk pod moim profilem i od razu trele morele. Super! Ktoś zrobił mi niedźwiedzią przysługę. Zaraz ją spławię. Najlepiej będzie pomylić jej imię. Niech będzie na przykład… Gosia! Tego nie lubi żadna kobieta.</p>
<p><em>„A ja jestem misjonarzem i nie żartuję nawet w prima aprilis Gosiu.”  Wafso Robercik</em></p>
<p><em>„???”  Magdalena</em></p>
<p><em>„Słuchaj Gosiu, kobiety to nie moja specjalność.” Wafso Robercik</em></p>
<p><em>„Nie szkodzi Mariusz! Widzisz, bardzo dobrze się składa, bo zwykle faceci okropnie mnie nudzą.” Magdalena</em></p>
<p>W tym miejscu biorę nieco głębszy oddech. Czego ona chce?</p>
<p><em>„???&#8230;Czemu mówisz do mnie Mariusz? Dziwne, ale mój brat ma tak na imię.” Wafso Robercik</em></p>
<p><em>„Czemu mówisz do mnie Gosia? Lubisz to imię? Jak chcesz mogę być Gosia. ” Magdalena</em></p>
<p>Oj, czas zmykać! Dziewczyna jest rozgadana i łatwo jej nie spławię. Postanawiam zakończyć rozmowę, kiedy nagle pojawia się światło. Krąży nade mną niczym zagubiona gwiazda. Mam wrażenie, że spadnie mi na głowę.</p>
<p>- Jerzy! – krzyknąłem. – Co to jest? Tam się świeci!</p>
<p>Kokon Jerzego zaczyna energicznie falować, po chwili słyszę głos:</p>
<p>- Robert, to jest świetlik. Taki robaczek. To ty jeszcze nie widziałeś świetlika?</p>
<p>- Robaczek świętojański! – cieszę się, jakbym widział lecącą gwiazdę. &#8211; Wypowiem życzenie i ono się spełni! Nie wiem co we mnie wstąpiło. Czuję się jak kiedyś, jak w dzieciństwie. Beztrosko rozmarzony…</p>
<p>- Lepiej się pomódl – głos rozsądku jest głosem Jerzego. – On słyszy.</p>
<p>Świetlik tymczasem pikuje prosto na mnie. Dym z paleniska wyraźnie go oszołomił. Robi niezdarnego fikołka i spada na moją klawiaturę. Jego odwłok ciągle się świeci. Myślę życzenie:</p>
<p>-  Dom dla kobiet z wirusem HIV, laboratorium do badań krwi…</p>
<p>Patrzę na mojego laptopa. Przypomina lampę świecącą w ciemności. Robaczek tymczasem przemierza trasę od R do M na przełaj po klawiaturze. Patrzę na niego przez chwilę. Postanawiam jednak odpisać:</p>
<p><em>„A co ty tam z tą pomocą? Nudzi ci się?” Wafso Robercik</em></p>
<p><em>„Może rzeźba albo portret? Albo co…?” Magdalena</em></p>
<p><em>„Co? Rzeźba? Ale tu Kenia, a ty w Polsce!” Wafso Robercik</em></p>
<p><em>„Odległością się przejmujesz Robercik?” Magdalena</em></p>
<p><em>„Misjonarz niczym się nie przejmuje, zapamiętaj to dobrze Gosiu.” Wafso Robercik</em></p>
<p><em>„To jak będzie?” Magdalena</em></p>
<p><em>„No dobra, niech będzie ta rzeźba. Jak już musisz…” Wafso Robercik</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- Jerzy, śpisz? – zapytałem, kiedy już zamknąłem komputer. Cisza… Braciszek najwyraźniej zasnął kamiennym snem. Po krótkiej chwili i ja odpływam w nieznane.     <em> </em></p>
<p><strong><em> </em></strong></p>
<p align="center">***</p>
<p>Budzi nas klekotanie kołatek zawieszonych na szyjach krów. Masajowie wyruszają na wypas bydła. Stada nie są duże, ale robią dużo hałasu. Głośne okrzyki mężczyzn mają pobudzić krowy do marszu. Budzą także mnie. Wygląda na to, że idą tuż obok chaty. Patrzę przez zwoje moskitiery. Jerzy jeszcze śpi. Jego kokon jest nieruchomy. Słyszę krzątaninę kobiet i głosy dzieci. Chcę do nich dołączyć. Wstaję po cichu, żeby nie obudzić Jerzego i wychodzę od razu na zewnątrz. W oddali widzę mężczyzn popędzających bydło. Niedaleko mnie bawią się chłopcy. Biegają z patykami jak z najlepszą zabawką. Ich twarze są roześmiane. Wyglądają jakby nie znali nudy. Przypominam sobie bogate i smutne dzieci z Polski. Znużone  wymyślnymi zabawkami. Te tutaj cieszą się z koślawego patyka. Dobra zabawa to przecież kwestia fantazji, nie pieniędzy. Z radością stwierdzam, że tego pierwszego na pewno im nie brakuje. Patyk raz jest wędką, to znowu batem, którym pogania się stada niesfornych krów. Może być też dzidą albo wypuszczoną z łuku strzałą. Wiele się dzieje w dziecięcej wyobraźni.</p>
<p>Siadam pod drzewem akacji i staram się nie zwracać na siebie uwagi. Z przyjemnością obserwuję ich proste życie. Codzienne, rutynowe zwyczaje. Niektóre kobiety zabierają się za pranie, inne przygotowują posiłek. Ich sylwetki poruszają się lekko, tanecznie. Jedna z kobiet, ta, której bardzo spodobał się różaniec, kiwa do mnie znacząco. Pokazuje błyszczące paciorki. To znak dla mnie, że nie nosi ich na szyi, jak korale. Widzę, że trzyma je w ręce, a po chwili z uśmiechem przykłada do ust. Modlitwa jest jak pokarm dla głodnego  – to jedyne co przychodzi mi teraz do głowy. Patrzę na nią i uśmiecham się, a ona wraca do rozpoczętej pracy. Za chwilę przynosi mi posiłek. Mleko z pyłem drzewnym i świeżo upuszczoną, bydlęcą krwią. Piję powoli, nie spieszę się. Czekam na Jerzego. Nie lubię jeść sam. Wspólny posiłek to ważne wydarzenie w ciągu dnia. Po chwili Jerzy dołącza do mnie i zaczynamy modlitwę. Mleko smakuje wspaniale pomimo oryginalnych dodatków. Pył drzewny pozwala zachować smak i świeżość. Krew wzmacnia i dodaje sił, oraz zaspokaja pragnienie. Woda nie płynie tutaj z kranu, jak w wygodnym M3. W Polsce( w niektórych rejonach) czernina, czyli tradycyjna zupa ze świeżo upuszczonej krwi kaczki, do dzisiaj jest przysmakiem.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Po śniadaniu robimy sobie kilka sympatycznych fotek z kozami w tle. Skubią w oddali skąpą trawę i potrząsają głowami. Jerzy robi zdjęcia a ja, wraz z kilkoma Masajkami, pozuję niczym do rodzinnego zdjęcia.</p>
<p>-    Robert, ściśnijcie się bardziej, bo wypadacie mi z kadru. Dzieciaki do przodu! -  Jerzy jest poważnie przejęty rolą fotografa. Po chwili kuca śmiesznie, żeby dobrze nas objąć. Jest bardzo wysoki i szczupły. Zwykle wyższy o głowę od wszystkich wokoło. Żyrafa ponad stadami bawołów. Ja jestem lwem, gwoli ścisłości. Hehehehe…</p>
<p>Niezła z nas drużyna, swoją drogą.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jest jeszcze wcześnie rano. Dobra pora, żeby wracać. Zaraz po śniadaniu żegnamy się i jedziemy do Nairobi.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p align="center">***</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Patrzę w górę i zastanawiam się, czy drabina jest dobrze rozstawiona. Pani Basia maluje kolejną stację drogi krzyżowej. W każdej z nich widać postać Świętego Franciszka. Idzie krok w krok za Chrystusem.</p>
<p>Trzymając pędzle w jednej ręce, a paletę z farbami w drugiej, tłumaczy:</p>
<p>- Franciszek jest jak Weronika, troskliwy i delikatny. O, a tam, proszę zobaczyć, jest jak Szymon Cyrenejczyk, silny i pomocny &#8211; pani Basia przypomina koncepcję malowideł ściennych. Kiedy przyszła do naszej misji z projektem, spodobała mi się bardzo postać Franciszka. Uznałem, że to bardzo dobry pomysł – Franciszek jako towarzysz cierpień swojego Mistrza. Przecież tak właśnie było naprawdę!</p>
<p>Spoglądam wciąż w górę i kiwam głową. Rozumiem co mówi pani Basia, chociaż jej głos dobiega do mnie z daleka. Postanawiam już jej nie przeszkadzać. Idę na spacer po naszym nowym kościele. Mijam ławki, są długie i mają przyjemny, ciepły kolor. Zostały zrobione z naturalnego drewna i pomalowane bezbarwnym lakierem. Podchodzę do Ołtarza. Jest zrobiony z brązowego kamienia. Brąz rozjaśniają delikatne plamki rozsiane po całym kamieniu. Świece stojące na Ołtarzu są białe i proste. Lubię na nie patrzeć. Szczególnie, gdy palą się jasnym, równym płomieniem. Dotykam ręką Ołtarza i patrzę na Tabernakulum. Chcę podziękować Bogu za moje powołanie i robię to. Stoję przez chwilę nieruchomo i wypowiadam w duchu słowa podziękowania.</p>
<p>Nasz kościół nie jest bardzo duży, ale za to bardzo przytulny. Wszystkie ściany mają ładny, słoneczny odcień. Malowidła pani Basi wprowadzają do wnętrza subtelny kolor i ruch. Zróżnicowane pod względem wzrostu sylwetki, z niezwykłą mimiką twarzy i żywą ekspresją dłoni, tworzą wspaniały fryz. Powtarzające się rytmicznie postaci Jezusa i Franciszka spajają całą kompozycję. Dzięki temu jest ona czytelna i jasna w odbiorze. Nie ma wątpliwości, że to droga krzyżowa.</p>
<p>Idę powoli, wzdłuż malowideł. Bardzo mi się podobają. Nawet z oddalenia widzę dobrze wszystkie postaci.</p>
<p>Wołam znowu do pani Basi, czy wszystko w porządku. Mam wrażenie, że mój głos niesie się przez cały kościół, aby potem wrócić do mnie, jak echo. Kościoły mają specyficzną akustykę. Stare kościoły średniowieczne brzmią zupełnie inaczej niż nowoczesne. Nasz kościół jest nowoczesny. Niektórzy uważają, że budowle z zamierzchłych epok są lepsze i piękniejsze niż te nowe. Nie zgadzam się z tym. Nasz kościół jest najpiękniejszy na świecie! Oczywiście i tak najważniejsi są ludzie. Ich uśmiechnięte twarze są cudownym wystrojem wnętrza. Piękno ceremonii nie zależy przecież od stylu architektury, ale od wspólnoty. Po prostu zależy od nas samych. To nasze wnętrza mają być pięknie przyozdobione na przyjście Zbawiciela. Kościół ma nam o tym przypominać. Kiedy wnętrze kościoła jest piękne, wtedy łatwiej dziękować Bogu za to, co stwarza. Piękno zależy bowiem od Niego, od Boga. I od nas, czy je zauważymy i docenimy. To Jego mamy szukać. Nie warto przy tym przywiązywać się do jakiejś konkretnej stylistyki. Wnętrze ma być nie tyle „stylowe”, co wypełnione Jego obecnością. Czy góry nie są najpiękniejszą Katedrą? Szczyty Tatr niczym strzeliste wieże, po których wspina się słońce… Rozmarzyłem się. Prawie zderzam się z drabiną.</p>
<p>-  Pani Basiu, była pani w Zakopanem, w Tatrach?</p>
<p>- O tak! Bardzo lubimy z mężem chodzić po górach. Od kiedy jesteśmy tutaj, w Tanzanii, ciągle wyruszamy na piesze wędrówki… Jednak tutejsze krajobrazy to zupełnie coś innego.</p>
<p>- To prawda, zupełnie inne wrażenia – przytakuję. Przyglądam się znowu malowidłom. Cieszę się, że wszystko jest już prawie gotowe. Jednak wolę się upewnić.</p>
<p>-Zdąży pani? Byłoby wspaniale pokazać ludziom wszystkie malowidła już w najbliższą niedzielę! – jestem podekscytowany. Bardzo mi zależy, żeby wszystko poszło dobrze. W tą niedzielę będziemy świętować uroczyste otwarcie naszego nowego kościoła. Dla ludzi to będzie radosne przeżycie. Dobra okazja do rodzinnych spotkań, które tutaj, w Nairobi, są bardzo ważne.</p>
<p>Pani Basia macha do mnie pędzlem.</p>
<p>- Jak nie będziesz mi przeszkadzał <em>boetjie*</em>, to zdążę…  - jej śmiech niesie się po kościele. – Idź już sobie.</p>
<p>- Już sobie idę – zgadzam się potulnie, bo widzę, że ma jeszcze sporo pracy. Będzie tu pewnie do północy albo i dłużej.</p>
<p>Powiedziała do mnie <em>boetjie</em> to znaczy braciszek. Uśmiecham się do siebie. Nabieram dziwnej pewności, że niedziela będzie cudownym dniem. Nasz nowy kościół zostanie wreszcie uroczyście otwarty.</p>
<p>I rzeczywiście, nie mylę się.</p>
<p>_______________</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>*Afrikaans: w wolnym tłumaczeniu braciszek, kumpel.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p align="center">***</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wreszcie nadszedł ten dzień! Upragniona niedziela. Nasz kościół jest otwarty. Ludzie przychodzą tłumnie. Widzę całe rodziny i dużo, dużo dzieci. Maluchy biegają zaraz przed wejściem do kościoła i robią straszne zamieszanie. Nikomu jednak to nie przeszkadza. Radość mnie rozpiera, zdaje mi się, że za chwilę zacznę się głośno śmiać. Hehehehehe! Nasz kościół jest otwarty! Robię dzieciakom super niespodziankę. Wyciągam siatkę ze słodyczami. To wyjątkowa okazja, bo zwykle cukierki dostają dopiero po Mszy Świętej i nie zawsze wystarcza dla wszystkich. Dzisiaj jest inaczej. Musi wystarczyć dla każdego! Od razu ustawia się do mnie kolejka z zakręconym „ogonkiem” roześmianych dzieciaków. Każdy chce dostać coś dobrego! Kiedy już wszystkie brzdące mają cukierki, wchodzę do kościoła.</p>
<p>Trzeba ubrać habit i przygotować się do ceremonii. W wirydarzu staję nagle jak wryty. Nie mogę wprost uwierzyć w to, co widzę. Na aloesie, który właśnie zakwitł, siedzi niewielki, bajecznie kolorowy ptak i spija nektar. Obrazek zupełnie jak z ilustrowanej bajki dla dzieci. Pióra ptaka są tak kolorowe, jakby się wykąpał w tęczy. To pewnie koliber, którego zwabił aż tutaj zapach kwiatu. Stoję długo nieruchomo, żeby go nie spłoszyć. Wpatruję się w ptaka z zachwytem. Jak się tutaj dostał? Nie bał się tu przylecieć…</p>
<p>Cieszę się bardzo tym widokiem. Przyjmuję to spotkanie jak błogosławieństwo, jak uśmiech Boga, jak dobry znak. Co za radość!</p>
<p>Kiedy wychodzę z wirydarza, widzę ludzi tłumnie oglądających obrazy drogi krzyżowej. Wszystkim podoba się pomysł ze Świętym Franciszkiem w tle. Patrzę na nich i jestem bardzo, bardzo szczęśliwy… Tak bardzo, że zapominam o wszystkich troskach. Ten dzień jest cudowną nagrodą za ciężką pracę.</p>
<p>Za wszystko, co było cierpieniem, bólem, smutkiem…</p>
<p>&nbsp;</p>
<p align="center">***</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wieczorem siadam przed telewizorem. Cóż, nawet misjonarz czasem patrzy w pudełko pełne wszystkiego i niczego. Reklama proszku Vizir (od wizji lśniącej niczym blask jutrzenki) oślepia mnie nagością wątłych pośladków w zaskakująco dużym zbliżeniu. Czym prędzej zakrywam twarz dłońmi… Jednak przez rozchylone palce widzę, że trzeba najpierw bardzo się pobrudzić, żeby potem doskonale wyprać. A tak poważnie, to myślę, że modelki karmią samym tylko kawiorem. Reszta to woda Vichy i głębokie oddechy. Koniecznie z czakrą otwartą na „kosmiczną otchłań”…</p>
<p>Ziewam szeroko i czekam na puentę. Pojawia się gigantyczna cena proszku, po czym nagle znika. Mój stary telewizor jaśnieje teraz wszystkimi kolorami, jak wielki sklepowy neon. Wreszcie zaczęły się wiadomości. Widzę wysadzony w powietrze kościół w Nairobi. W ścianie zieje dziura, gruz leży bezwładnie wokoło. Ludzie są przerażeni, ich ciała poranione, zwęglone. Kolejny napad Somalijczyków z Al – Kaidy.</p>
<p>Patrzę długo przez okno na nasz nowy kościół. Wygląda bardzo pięknie w blasku księżyca. Sylweta niskiego dachu wycina się wyraźnie na tle granatowego nieba.</p>
<p>Wyłączam telewizor i idę spać.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Magdalena Golon, kwiecień 2012</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/05/wafso-robercik/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Orędzie Benedykta XVI na 49. Światowy Dzień Modlitw o Powołania</title>
		<link>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/04/oredzie-benedykta-xvi-na-49-swiatowy-dzien-modlitw-o-powolania/</link>
		<comments>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/04/oredzie-benedykta-xvi-na-49-swiatowy-dzien-modlitw-o-powolania/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 Apr 2012 15:22:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>o. Admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gdansk.franciszkanie.pl/?p=2635</guid>
		<description><![CDATA[Drodzy Bracia i Siostry! Czterdziesty dziewiąty Światowy Dzień Modlitw o Powołania, który będzie obchodzony 29 kwietnia 2012 roku, w czwartą Niedzielę Wielkanocną, to zaproszenie do refleksji na temat: Powołania darem miłości Boga. Źródłem każdego doskonałego daru jest Bóg-Miłość. Bóg jest miłością: „kto trwa w miłości, ten trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (1 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Drodzy Bracia i Siostry!</p>
<p style="text-align: justify;">Czterdziesty dziewiąty Światowy Dzień Modlitw o Powołania, który będzie obchodzony 29 kwietnia 2012 roku, w czwartą Niedzielę Wielkanocną, to zaproszenie do refleksji na temat: Powołania darem miłości Boga.</p>
<p style="text-align: justify;">Źródłem każdego doskonałego daru jest Bóg-Miłość. Bóg jest miłością: „kto trwa w miłości, ten trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (1 J 4, 16). Pismo Święte opowiada historię tego pierwotnego związku między Bogiem a ludzkością, który poprzedza samo dzieło stworzenia. W Liście do Efezjan św. Paweł zawarł hymn wdzięczności i chwały wobec Ojca, który na przestrzeni wieków z nieskończoną dobrocią realizuje swój powszechny plan zbawienia. To plan miłości. Apostoł podkreśla, że w swoim Synu-Jezusie, Ojciec „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem w miłości” (Ef 1, 4). Bóg ukochał nas zanim jeszcze zaczęliśmy istnieć. Poruszony wyłącznie swoją bezwarunkową miłością, Bóg stworzył nas z niczego (por. 2 Mch 7, 28), aby doprowadzić nas do pełnej jedności ze Sobą.</p>
<p style="text-align: justify;">Psalmista, zdumiony dziełem opatrzności Bożej, woła: „Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym – syn człowieczy, że się nim zajmujesz?” (Ps 8, 4-5). Głęboka prawda o naszym życiu jest więc zamknięta w tej zaskakującej tajemnicy: każde stworzenie, a w szczególności każda osoba ludzka, jest owocem myśli i aktu miłości Boga, miłości nieskończonej, wiernej, wiecznej (por. Jer 31, 3). Odkrycie tej rzeczywistości jest tym, co dogłębnie przemienia nasze życie. Na znanej stronie „Wyznań” św. Augustyn z wielką intensywnością opisuje swoje odkrycie Boga jako najwyższego Piękna i największej Miłości, Boga, który pozostawał mu zawsze bliski i na którego wreszcie otworzył swój umysł i swoje serce, aby zostać przemienionym: „Późno Cię pokochałem. Piękności tak dawna a tak nowa, późno Cię pokochałem! A oto Ty byłaś wewnątrz, a ja byłem zewnątrz, tam Cię szukałem i lgnąłem w mej brzydocie ku pięknym rzeczom stworzonym przez Ciebie. Byłaś ze mną, a ja nie byłem z Tobą. Z dala od Ciebie trzymały mnie te rzeczy, które nie istniałyby, gdyby nie były w Tobie. Zawołałaś, wezwałaś – i przerwałaś moją głuchotę, zabłysnęłaś, zajaśniałaś i usunęłaś moją ślepotę; rozlałaś woń, odetchnąłem nią i oto wzdycham ku Tobie, skosztowałem i oto łaknę i pragnę, dotknęłaś mnie i zapłonąłem tęsknotą za Twoim pokojem” (X, 27.38). Za pomocą tych obrazów św. Augustyn próbuje opisać tajemnicę spotkania z Bogiem, z Jego miłością, która przemienia całą egzystencję.</p>
<p style="text-align: justify;">Chodzi tu o miłość bez żadnych zastrzeżeń, o miłość, która nas wyprzedza, wspiera i powołuje na drodze życia, a swoje źródło ma w zupełnej bezinteresowności Boga. Odnosząc się szczególnie do posługi kapłańskiej, mój poprzednik, bł. Jan Paweł II stwierdził, że „każdy znak posługi kapłańskiej, prowadząc ku miłości i służbie Kościołowi, pobudza jednocześnie do ciągłego wzrastania w miłości i służbie Jezusowi Chrystusowi – Głowie, Pasterzowi i Oblubieńcowi Kościoła, w miłości, która zawsze jest odpowiedzią na wyprzedzającą, wolną i darmo daną miłość Boga w Chrystusie” (Pastores dabo vobis, 25). Każde specyficzne powołanie rodzi się z inicjatywy Boga i jest dziełem miłości Boga. To On czyni „pierwszy krok” i to nie ze względu na szczególną dobroć odkrytą w nas, lecz ze względu na obecność swojej miłości „rozlanej w sercach naszych przez Ducha Świętego” (Rz 5,5).</p>
<p style="text-align: justify;">W każdym czasie u źródła Bożego powołania jest inicjatywa nieskończonej miłości Boga, która w pełni odsłania się w Jezusie Chrystusie. Jak to napisałem w mojej pierwszej encyklice – Deus caritas est – „w rzeczywistości istnieje wiele możliwości widzenia Boga. W historii miłości, którą opowiada nam Biblia, Bóg wychodzi nam naprzeciw, próbuje nas zdobyć – aż do Ostatniej Wieczerzy, aż do Serca przebitego na krzyżu, aż do objawień Zmartwychwstałego i wielkich dzieł, za pośrednictwem których poprzez działanie Apostołów przewodził rodzącemu się Kościołowi. Również w późniejszej historii Kościoła Pan nie był nieobecny: zawsze na nowo wychodzi nam naprzeciw – poprzez ludzi, w których objawia swą obecność; poprzez Słowo, w Sakramentach, w sposób szczególny w Eucharystii” (nr 17). Miłość Boga trwa na wieki. Bóg jest wierny samemu sobie, „słowu, które dał dla tysiąca pokoleń” (Ps 105, 8). Należy na nowo głosić, zwłaszcza nowym pokoleniom, pociągające piękno tej Bożej miłości, która nas wyprzedza i która nam towarzyszy. To piękno jest tajemniczą sprężyną, jest motywacją, której nie zabraknie nawet w najtrudniejszych okolicznościach.</p>
<p style="text-align: justify;">Drodzy bracia i siostry, to na tę właśnie miłość mamy otworzyć nasze życie. Każdego dnia Jezus Chrystus wzywa nas do stawania się doskonałymi w miłości Ojca (por. Mt 5, 48). Wysoką miarą życia chrześcijańskiego jest bowiem kochanie „jak” Bóg. Chodzi tu o miłość, która przejawia się jako całkowity dar z siebie: wierny i płodny. Przełożonej klasztoru w Segowii, zatroskanej dramatyczną sytuacją „zawieszenia”, w jakiej znajdował się w tamtym czasie Jan od Krzyża, święty zalecał, by działała zgodnie z wolą Boga: „Nie myśl o niczym innym, jak tylko o tym, że wszystko zostało zaplanowane przez Boga; tam, gdzie nie ma miłości, wnoś miłość, a owocem stanie się miłość” (Listy, 26). W tej przestrzeni daru, w otwarciu na miłość Boga i jako owoc tej miłości, rodzą się i rozwijają wszystkie powołania. Gdy dotykamy tego źródła w modlitwie oraz wytrwale korzystamy ze Słowa i Sakramentów, zwłaszcza z Eucharystii, wtedy staje się możliwe życie miłością bliźniego, w której uczymy się dostrzegać oblicze Chrystusa Pana (por. Mt 25, 31-46). Aby wyrazić nierozerwalną więź, która istnieje między tymi „dwoma miłościami” – między miłością do Boga i miłością do człowieka, które wypływają z tego samego źródła Bożego i od tego źródła są zależne, Papież św. Grzegorz Wielki posługuje się przykładem roślinki: „Na glebie naszego serca (Bóg) posadził najpierw korzeń miłości do Niego, a później rozwinęła się z tego korzenia, jak korona drzewa, miłość braterska” (Moralium Libri, sive expositio in Librum B. Job, Lib. VII, cap. 24, 28; PL 75, 780D).</p>
<p style="text-align: justify;">Te dwa przejawy jedynej miłości Bożej powinny być przeżywane ze szczególną intensywnością i czystością serca przez tych, którzy postanowili podjąć drogę rozpoznawania powołaniowego w kierunku posługi kapłańskiej czy życia konsekrowanego. One stanowią jakościowy znak powołania. Rzeczywiście, miłość do Boga, którego kapłani i osoby zakonne stają się widzialnymi, chociaż ciągle niedoskonałymi obrazami, jest motywem odpowiedzi na powołanie do specjalnego oddania się Panu poprzez święcenia kapłańskie czy ślubowanie rad ewangelicznych. Stanowczość odpowiedzi św. Piotra wobec Boskiego Mistrza: „Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21, 15), stanowi tajemnicę życia ofiarowanego i przeżytego w pełni, a przez to wypełnionego radością. Innym konkretnym wyrazem miłości wobec bliźnich, zwłaszcza wobec tych najbardziej potrzebujących i cierpiących, jest stanowczość, która z kapłana czy osoby konsekrowanej czyni inspiratora jedności między ludźmi i siewcę nadziei. Więź osób konsekrowanych, a zwłaszcza więź kapłana ze wspólnotą chrześcijan ma życiowe znaczenie i staje się istotną częścią ich horyzontu uczuciowego. Na ten temat święty Proboszcz z Ars lubił powtarzać: „Kapłan nie jest kapłanem dla siebie, jest kapłanem dla was”(Le curé d’Ars. Sa pensée – Son cœur, Foi Vivante, 1966, p. 100).</p>
<p style="text-align: justify;">Drodzy Bracia w episkopacie, drodzy kapłani, diakoni, osoby konsekrowane, katecheci, współpracownicy w duszpasterstwie i wy wszyscy zaangażowani w dzieło wychowania nowych pokoleń, wzywam was serdecznie, byście z uwagą wsłuchiwali się w tych, którzy w waszych wspólnotach parafialnych, w stowarzyszeniach i ruchach formacyjnych odkrywają w sobie znaki powołania do kapłaństwa czy życia konsekrowanego. To ważne, by w Kościele tworzyć warunki sprzyjające licznym „tak”, jako wielkodusznym odpowiedziom na powołanie ze strony Boga, który kocha.</p>
<p style="text-align: justify;">Zadaniem duszpasterstwa powołań jest dawanie osobom powołanym punktów orientacji na drogach życia. Centralnym elementem jest tu miłość do Słowa Bożego i kultywowanie rosnącej zażyłości z Pismem Świętym, a także modlitwa osobista i wspólnotowa, uważna i stała. Wtedy staje się możliwe usłyszenie Bożego wezwania pośród wielu głosów, które wypełniają codzienne życie. Przede wszystkim Eucharystia niech będzie „życiowym centrum” każdej drogi powołaniowej. To tutaj miłość Boga dotyka nas w ofierze Chrystusa, która jest doskonałym wyrazem miłości. To w Eucharystii uczymy się ciągle na nowo życia „wysoką miarą” miłości Boga. Słowo, modlitwa i Eucharystia to cenne skarby, dzięki którym możemy zrozumieć piękno życia całkowicie oddanego na służbę Królestwa.</p>
<p style="text-align: justify;">Życzę, by Kościoły lokalne, w ich różnych wymiarach, stały się „miejscem” uważnego rozeznania i głębokiej weryfikacji powołania, oferując młodym ludziom mądre i mocne towarzyszenie duchowe. W ten sposób wspólnota chrześcijańska stanie się wyrazem miłości Boga, która chroni w sobie każde powołanie. Ta dynamika, która jest zgodna z nowym przykazaniem miłości Jezusa, może znaleźć wymowną i szczególną realizację w rodzinach chrześcijańskich. Ich miłość jest przejawem miłości Chrystusa, który wydał samego siebie za Kościół (por. Ef 5, 32). W rodzinach, „wspólnotach życia i miłości” (Gaudium et spes, 48), nowe pokolenia mogą we wspaniały sposób doświadczyć tej ofiarnej miłości. Rodziny są bowiem nie tylko uprzywilejowanym miejscem formacji ludzkiej i chrześcijańskiej, ale mogą reprezentować „pierwsze i najlepsze seminarium powołaniowe do życia ofiarowanego na służbę Królestwa Bożego” (Familiaris consortio, 53). Najpierw w rodzinach trzeba na nowo odkryć piękno i znaczenie kapłaństwa oraz życia konsekrowanego. Duszpasterze oraz wszyscy wierni świeccy powinni współpracować, aby w Kościele mnożyły się „domy i szkoły wspólnoty” na wzór Świętej Rodziny z Nazaretu, która stała się harmonijnym odbiciem na ziemi życia Trójcy Świętej.</p>
<p style="text-align: justify;">Wraz z tymi życzeniami udzielam z serca Apostolskiego Błogosławieństwa Wam, Czcigodni Bracia w episkopacie, kapłanom, diakonom, osobom zakonnym i wszystkim wiernym świeckim, a w szczególności ludziom młodym, którzy wrażliwym sercem nasłuchują głosu Boga, gotowi do jego przyjęcia w sposób wielkoduszny i wierny.</p>
<p>Watykan, 18 października 2011 roku</p>
<p>BENEDICTUS PP XVI</p>
<p><em>Tłum. Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej</em></p>
<p><em><a href="http://ekai.pl/" target="_blank">Katolicka Agencja Informacyjna</a>, 13 lutego 2012 r.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/04/oredzie-benedykta-xvi-na-49-swiatowy-dzien-modlitw-o-powolania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Koncerty dla Gdańska</title>
		<link>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/04/koncerty-dla-gdanska/</link>
		<comments>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/04/koncerty-dla-gdanska/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 Apr 2012 15:00:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>o. Admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Slajd prawy]]></category>
		<category><![CDATA[Dziedziniec]]></category>
		<category><![CDATA[Franciszkanie]]></category>
		<category><![CDATA[Koncert]]></category>
		<category><![CDATA[Organy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gdansk.franciszkanie.pl/?p=2581</guid>
		<description><![CDATA[We franciszkańskim kościele Świętej Trójcy w Gdańsku trwa realizacja projektu odbudowy wielkich barokowych organów Mertena Friese – projekt o wielkim znaczeniu dla kultury naszego regionu, Polski i Europy, w który mogą się włączyć wszyscy miłośnicy muzyki, historii i kultury Gdańska. Stowarzyszenie „Dziedziniec” oraz Ojcowie Franciszkanie chcąc przybliżyć i umożliwić mieszkańcom Pomorza szersze zapoznanie się z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>We franciszkańskim kościele Świętej Trójcy w Gdańsku trwa realizacja projektu odbudowy wielkich barokowych organów Mertena Friese – projekt o wielkim znaczeniu dla kultury naszego regionu, Polski i Europy, w który mogą się włączyć wszyscy miłośnicy muzyki, historii i kultury Gdańska.</strong></p>
<p><strong>Stowarzyszenie „Dziedziniec” oraz Ojcowie Franciszkanie chcąc przybliżyć i umożliwić mieszkańcom Pomorza szersze zapoznanie się z możliwościami udziału w tym projekcie zapraszają na cykl koncertów na rzecz odbudowy organów – Koncerty dla Gdańszczan. </strong></p>
<p><strong>W trakcie koncertów usłyszymy utwory znane oraz kompozycje, których jeszcze nigdy w Gdańsku nie wykonywano, zarówno z muzyki dawnej, jak i tej bardzo współczesnej.</strong> Dowiedzą się Państwo jak budujemy organy. Będzie można zostać patronem piszczałki lub przyjacielem projektu. Będzie można złożyć ofiarę lub darowiznę na rzecz odbudowy organów, lub dowiedzieć się jak przekazać na ten cel 1% od podatku. Uroczyście wręczymy certyfikaty kolejnym Patronom Piszczałek.<strong></strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Wysoki poziom artystyczny zapewnią</strong> gdańskie zespoły wokalne: Chór Akademicki Uniwersytetu Gdańskiego, Chór Akademicki Politechniki Gdańskiej, Goldberg Vocal Ensemble, 441 Hz oraz gość specjalny &#8211; Polski Chór Kameralny, który swoim występem uświetni pierwszy z tegorocznych koncertów.</p>
<p><strong>Koncerty odbywać się one będą wiosną i jesienią w ostatnią niedzielę kwietnia, maja, września, października i listopada 2012 r., zawsze o godz. 15.30 w kościele Świętej Trójcy w Gdańsku. </strong>Wstęp Wolny.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Organy we franciszkańskim kościele Św. Trójcy to ewenement architektoniczny na skalę europejską. Projekt zakłada odbudowę barokowego instrumentu przy użyciu technik organmistrzowskich i materiałów charakterystycznych dla siedemnasto- i osiemnastowiecznego Pomorza. Projekt można wesprzeć już teraz poprzez przekazanie 1 % od podatku na konto Stowarzyszenia „Dziedziniec” lub deklarację bycia Patronem konkretnej piszczałki organowej.</p>
<p>Dr hab. Andrzej Szadejko</p>
<p><a title="organygda" href="http://organy.gda.pl/" target="_blank">www.organy.gda.p</a>l      <a title="Trojcasztuki" href="http://www.facebook.com/TrojcaSztuki" target="_blank">www.facebook.com/TrojcaSztuki</a></p>
<p>Informacji udziela <strong>Stowarzyszenie Przyjaciół Kościoła Św. Trójcy „Dziedziniec”</strong><br />
ul. Św. Trójcy 4<br />
80-822 Gdańsk<br />
tel. 728 376 237</p>
<p><a title="Stowarzyszenie Przyjaciół Kościoła Św. Trójcy „Dziedziniec”" href="http://www.dziedziniec.franciszkanie.pl" target="_blank">http://www.dziedziniec.franciszkanie.pl</a></p>
<p><a href="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/04/plakat-koncerty-dla-gdańszcan.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-2583" title="plakat-koncerty dla gdańszcan" src="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/04/plakat-koncerty-dla-gdańszcan-213x300.jpg" alt="" width="213" height="300" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/04/koncerty-dla-gdanska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drzewo Jacaranda kwitnie na fioletowo</title>
		<link>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/04/drzewo-jacaranda-kwitnie-na-fioletowo/</link>
		<comments>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/04/drzewo-jacaranda-kwitnie-na-fioletowo/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Apr 2012 20:11:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>o. Admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Slajd prawy]]></category>
		<category><![CDATA[Franciszkanie]]></category>
		<category><![CDATA[Kenia]]></category>
		<category><![CDATA[Misje]]></category>
		<category><![CDATA[rozmowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gdansk.franciszkanie.pl/?p=2620</guid>
		<description><![CDATA[Drzewo Jacaranda kwitnie na fioletowo   Paul Tergat mieszka i trenuje w Ngong, niedaleko Nairobi. W 2003 roku z czasem 2:04:55 ustanowił światowy rekord podczas maratonu w Berlinie. &#160; Jazda samochodem terenowym po drogach Kenii jest niesamowitą przygodą. Po dwóch godzinach Jerzy nalega, żebym przejął kierownicę. Zamieniamy się miejscami. To nie jest proste! Nie można [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3 align="center">Drzewo Jacaranda kwitnie na fioletowo</h3>
<p align="center">
<p align="center"><strong><em> </em></strong></p>
<p>Paul Tergat mieszka i trenuje w Ngong,</p>
<p>niedaleko Nairobi. W 2003 roku z czasem 2:04:55</p>
<p>ustanowił światowy rekord podczas maratonu</p>
<p>w Berlinie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jazda samochodem terenowym po drogach Kenii jest niesamowitą przygodą. Po dwóch godzinach Jerzy nalega, żebym przejął kierownicę. Zamieniamy się miejscami. To nie jest proste! Nie można w środku Afryki, w dzikich ostępach, wysiąść po prostu z samochodu, przeciągnąć się rozkosznie i ziewnąć jak jakiś turysta. W końcu to nieskrępowane kratami ZOO. W dodatku czynne całą dobę. Lwy, pawiany, nosorożce biegają w różnych kierunkach, załatwiając swoje ważne sprawy. Niezapowiedziane wcześniej spotkanie kończy się bardzo szybko. Zwierzęta są zwykle głodne albo poirytowane. Bez trudu oderwą nogę albo rękę, czy coś jeszcze innego… Więc, żeby dojechać do wioski w jednym kawałku, trzeba zachować czujność. Przeskakujemy z jednego fotela na drugi, szybko jak tylko się da. Błyskawicznie zmieniamy miejsca. Siadam z uśmiechem za kierownicą. Wiem, że jestem dobrym kierowcą. Powolne i ostrożne turlanie się bardzo mnie nuży, cisnę więc gaz do dechy. Od razu nabieramy zawrotnego tempa! Lubię prowadzić samochód. Mam wtedy wrażenie, że wiele ode mnie zależy. To ja nadaję kierunek i tempo podróży. Poza tym jestem odpowiedzialny za pasażerów. No i oczywiście zmierzam do określonego celu. Tym celem jest wioska Masajów. Strażnicy naszego obozu pochodzą z tego plemienia. Są dobrymi pracownikami. Chronią nasze głowy przed buntownikami z plemienia Kikuju. Kiedy ostatnio dali o sobie znać, rozbijając się w naszej misji, niszcząc i paląc dobytek, nie oszczędzili nawet figury Maryi.</p>
<p>- Drzewo Jacaranda kwitnie na fioletowo – nie wiem czemu to powiedziałem, ale Jerzy popatrzył na mnie z radością.</p>
<p>Z tego drzewa tutejszy rzeźbiarz wyciosał figurę Maryi. Jej skóra ma piękny, ciemnobrązowy kolor. Przypomina kobiety, które tu mieszkają. Często są naprawdę w rozpaczliwej sytuacji, ale wciąż starają się wiązać koniec z końcem. Pamiętam jak bardzo były przerażone, gdy figura, przy której lubiły odpoczywać, została zniszczona. Na szczęście pojawiła się zjawiskowo piękna, czarna Madonna, zrobiona z jednego kawałka drzewa Jacaranda.</p>
<p>- Nasza Maryja kwitnie jak drzewo Jacaranda&#8230; – powiedział Jerzy w zadumie, a ja poważnie się zastanawiałem, czy nie powinien zacząć pisać wierszy. W końcu nie jeden Twardowski na świecie!</p>
<p>- „Żebym nie zasłaniał sobą Ciebie…” Robert, kto to napisał? &#8211; zapytał, ale chyba nie oczekiwał odpowiedzi.</p>
<p>Przypomniałem sobie nagle wszystkie przeczytane komiksy. „Tytus, Romek i Atomek” w dwudziestu pięciu częściach, byli moimi kumplami, z którymi bardzo się zżyłem.</p>
<p>- „…nie spacerował po Biblii jak paw z zieloną szyją…” – Jerzy ciągnął dalej.</p>
<p>Patrzyłem na niego zdumiony. Byłem pewien, że wyrecytuje jednych tchem ze dwadzieścia wersów i ani razu się nie zająknie.</p>
<p>- Jezu… &#8211; jęknąłem cicho, i na moje szczęście, w tej samej chwili przebiegła nam drogę niewielka antylopa dik-dik.</p>
<p>Biegła bardzo szybko, tuż przed maską samochodu. Jednym, zwinnym susem dała nura w rzadkie krzaki. Jerzy z zaciekawieniem obserwował ją w milczeniu.</p>
<p>Zacząłem myśleć o Masajach, jak niezwykle barwny to szczep. Chociaż muszę rozczarować niektórych. Masaj nie biega w skórze lwa i nie podskakuje ochoczo na życzenie. Porozumiewa się w tutejszym języku. Jest to język niezwykle popularny. Jaki? Otóż Masaj mówi po angielsku! To niezwykłe plemię wciąż wzbudza niezdrowe emocje turystów. Wszystko chcą wiedzieć o Masajach i wszystko sfotografować. Według przeciętnego turysty Masaj najlepiej wygląda na czworakach, pijąc krew prosto z tętnicy jeszcze żywej kozy. Bardzo nie lubię tego, jak to nazwać, naturalistyczno-populistycznego podejścia. Uważam to za chorobliwe wścibstwo białasów. Inaczej mówiąc, jest to katastrofalny brak wyczucia oraz głód obscenicznych obrazów. Jakieś zepsucie w tym jest. Dlatego niektóre szczepy nie życzą sobie odwiedzin.</p>
<p>Patrzę kątem oka na Jerzego. Nie jestem do końca pewien, czy uda nam się wejść do wioski.</p>
<p>- Jerzy, przyjmą nas? – pytam. Profil Jerzego, na tle szybko przesuwającej się sawanny, przypomina z grubsza ociosany posąg. Solidny i statyczny. Odpowiedź przychodzi po chwili:</p>
<p>- Nie wiem. Ostatnio przyjęli. Mamy lekarstwa, których potrzebują – w jego głosie jest spokój, który bardzo lubię. Daje mi poczucie normalności w przedziwnych zawirowaniach mojego życia. Z Jerzym mogę pogadać o wszystkim. Przypomniał mi się film, bardzo popularny swojego czasu. Nie wiem, czy Jerzy go oglądał. Każdy facet, szczególnie misjonarz, po obejrzeniu tego filmu stwierdza, że doszło do fatalnej pomyłki.</p>
<p>- Pamiętasz film „Biała Masajka”? Historia Szwajcarki, która zakochała się w Masaju. Oglądałeś?</p>
<p>Jerzy nie jest miłośnikiem kina. Rzadko ogląda filmy. Woli spędzać czas aktywnie. Biega niczym Masajski wojownik. Nasz Paul Tergat franciszkańskiej misji! Dwie godziny równym, spokojnym tempem, bez zadyszki. W Kenii rodzą się najlepsi biegacze świata. Wieczorem, kiedy słońce zachodzi, można obserwować smukłe, mahoniowe sylwetki biegaczy. Poruszają się lekko i z niesamowitą determinacją.</p>
<p>- Wiesz, akurat widziałem – Jerzy marszczy czoło wymownie. – Nie lubię tego filmu.</p>
<p>- To znaczy, że jesteśmy zgodni! – ucieszyłem się z jego odpowiedzi, bo naprawdę nie lubię tej historii. Uważam, że zaszła straszliwa pomyłka, na której udało się komuś zarobić. I tym kimś na pewno nie jest główny bohater.</p>
<p>- Widzisz, co kobieta może zrobić z poczciwym, prostym facetem?</p>
<p>- He, he, he, he, he… &#8211; śmiejemy się głośno, ciesząc się z naszego kawalerskiego stanu.</p>
<p>Cisnę ciągle gaz do dechy, a nasza staruszka Toyota daje z siebie wszystko. Wioska Masajów jest już niedaleko. Niedługo zobaczymy niewielkie, gliniane domki. Naprawdę kochamy Afrykę i jej rodowitych mieszkańców. Chociaż niektóre zwyczaje są dziwne, wiemy, że  nierozsądna, siłowa próba zmiany, narzucanie europejskiego stylu życia, to po prostu głupota albo nieświadomość. Wiele lat żyjemy w Afryce i czujemy się tu jak w domu. Udaje się to dzięki prawdziwej miłości. Nie możesz siłą zmieniać zwyczajów ludzi, Święty Franciszek niczego nie narzucał.</p>
<p>Gawędzimy na różne tematy przemierzając afrykańską sawannę. Udaje nam się zauważyć, z wielką zresztą radością, że mamy to samo spojrzenie na ważne dla nas sprawy. Tymczasem podróż przebiega bez żadnych przeszkód. Samochód raźno pruje do przodu, lekarstwa klekoczą cicho. Nasze gromkie głosy łączą się z warkotem silnika. Czujemy się bezpieczni i szczęśliwi. Jedziemy przed siebie. W niebezpieczną otchłań pustyni. I mamy dziwną pewność, że to jest nasze miejsce na ziemi! Afryka przyjmuje nas, otacza troskliwie ramionami. Jesteśmy jak beztroskie, roześmiane dzieci adoptowane przez wielką, groźną gorylicę Kalę.* Możemy być tutaj, w jej czarnym sercu. Możemy tutaj żyć.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>*Kala to legendarna małpa. Gorylica żyjąca w sercu Afryki i „matka” Tarzana. Adoptowała go, gdy był niemowlęciem. Wykarmiła i traktowała jak własne dziecko.</p>
<p align="center">***</p>
<p>Przyjeżdżamy w samą porę. Słońce jest już wysoko. Za chwilę nie będzie czym oddychać. Jazda samochodem w czterdziestostopniowym upale to czyste szaleństwo. Cóż, nieraz i to trzeba przeżyć. Na szczęście już parkujemy, na samym skraju wioski. Masajki wychodzą nam na spotkanie. Niektóre niosą na rękach swoje maleństwa, mocno przytulone do nagich piersi. Dzieci nie okazują niepokoju. Patrzą nam prosto w oczy, jakby chciały powiedzieć coś niesłychanie ważnego. Ich nieskrępowana prostota jest uderzająca. Po prostu zwala nas z nóg! Żadnego udawania, żadnych gierek ani wytwornych manier. Wszyscy są tutaj tylko sobą i aż sobą… Wrażenie jest powalające. Szczególnie, że mam jeszcze przed oczami groteskowe twarze z telewizora. Plastikowe, płaskie i pełne obłudy. Szczerość Masajów jest brutalna i właśnie dlatego tak bardzo piękna. Są wspaniali w swojej zadziwiającej prostocie. Ich smukłe sylwetki poruszają się tanecznie. Kolorowe ozdoby dźwięczą i błyszczą w słońcu. Luźne tkaniny, jakimi są okryci, mają nasycone, intensywne barwy. Wszystko sprawia wrażenie niesamowitej swobody i naturalności. Są idealnie dopasowani do afrykańskiego pejzażu, który, tak jak i oni, płonie wieloma kolorami.</p>
<p>Kobiety prowadzą nas pod drzewo akacji, w cień. Siadamy na prostych, drewnianych taboretach. Mówią, że mężczyźni poszli ze stadami bydła, ale zaraz powinni wrócić. Jedna z kobiet, o niezwykle pięknym, szerokim uśmiechu, wyciąga do mnie rękę i dotyka koralików różańca, które wystają mi z kieszeni koszuli. Wziąłem ich kilkanaście. W różnych kolorach i kształtach. Wszystkie zrobione są ze szklanych paciorków. Bardzo im się podobają. Podaję kobiecie szmaragdowe koraliki. Pięknie błyszczą w słońcu. Widzę, że zakłada różaniec na szyję, jak korale. To uroczy gest, ale mija się z przeznaczeniem mojego podarunku.</p>
<p>- To modlitwa… – mówię – nie biżuteria. Proszę, nie rób tego&#8230;</p>
<p>Inne kobiety wyjmują z mojej kieszeni wszystkie różańce. Nie protestuję. Oddaję im je. Widzę jak Jerzy taszczy pakę z lekarstwami, w której są także szczepionki. Pomagam mu, bo skrzynia jest ciężka. Masajki wyglądają na bardzo szczęśliwe. Dziękują, że pamiętaliśmy o nich. Kiedy mężczyźni wracają z pastwiska, chowamy się wszyscy we wnętrzu dużej chaty. Zrobiona jest z ziemi i patyków. Gruba warstwa czerwonej gliny przykrywa ściany. Taka chatka jest dobrą kryjówką przed upalnym słońcem. Dzięki gościnności Masajów udaje nam się przetrwać nieznośnie gorące popołudnie. Siadamy blisko siebie i popijamy napój z trzciny cukrowej. Jerzy bierze na kolana jednego malucha. Malec wygląda na zadowolonego. Ma niesamowicie wielkie, czarne oczy, którymi wciąż uważnie nas obserwuje. Jerzy zaskakuje wszystkich miłą niespodzianką. Szczególnie dzieci są zaciekawione. Patrzą uważnie jak z fałd szarego habitu wysuwają się kolorowe karty. Kiedy Jerzy otwiera jedną z nich, słyszymy muzykę. To grająca kartka świąteczna. Prawdziwy rarytas! Od razu zbiera się wokół nas roześmiana gromadka dzieci. Nawet dorośli milkną. Słuchamy wszyscy melodii Wielkanocnej – „Alleluja, zmartwychwstał Pan!”</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Magdalena Golon, kwiecień 2012</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/04/drzewo-jacaranda-kwitnie-na-fioletowo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozmowa z misjonarzem o. Tadeuszem Brzozowskim OFMConv</title>
		<link>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/04/rozmowa-z-misjonarzem-ojcem-tadeuszem-brzozowskim-ofmconv/</link>
		<comments>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/04/rozmowa-z-misjonarzem-ojcem-tadeuszem-brzozowskim-ofmconv/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Apr 2012 15:03:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>o. Admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Slajd prawy]]></category>
		<category><![CDATA[Franciszkanie]]></category>
		<category><![CDATA[Misje]]></category>
		<category><![CDATA[modlitwa]]></category>
		<category><![CDATA[rozmowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gdansk.franciszkanie.pl/?p=2599</guid>
		<description><![CDATA[Gdańsk, 19 kwiecień 2012 Rozmowa z misjonarzem ojcem Tadeuszem Brzozowskim OFMConv &#160; Tu możesz odsłuchać wywiad z o.Tadeuszem Brzozowskim &#160; Magdalena Golon &#8211; Ojcze Tadeuszu, pokój i dobro! Ojciec Tadeusz Brzozowski &#8211;  Pokój i dobro! M &#8211; Zawsze i wszędzie! Zanim porozmawiamy o adopcji serca, chcę zapytać o dom. Rodzinny dom. Gdzie on właściwie jest? [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="right"><strong>Gdańsk, 19 kwiecień 2012</strong></p>
<h3><strong>Rozmowa z misjonarzem</strong></h3>
<h3><strong>ojcem Tadeuszem Brzozowskim OFMConv</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p>Tu możesz odsłuchać <a href="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/04/wywiad-z-o.Tadeuszem.wma">wywiad z o.Tadeuszem Brzozowskim</a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Magdalena Golon &#8211; Ojcze Tadeuszu, pokój i dobro!</p>
<p>Ojciec Tadeusz Brzozowski &#8211;  Pokój i dobro!</p>
<p>M &#8211; Zawsze i wszędzie! Zanim porozmawiamy o adopcji serca, chcę zapytać o dom. Rodzinny dom. Gdzie on właściwie jest? Czy to jest ten dom w Afryce? Czy zakonnik ma taki swój dom, do którego chętnie wraca?</p>
<p>O. T &#8211; To szalenie trudne pytanie, ponieważ w naturze zakonnika wpisane jest wędrowanie. Więc ta aklimatyzacja w każdym miejscu, gdzie jest Pan Jezus, gdzie jest Tabernakulum, gdzie są bracia, tam jest dom. Natomiast w naszej naturze wpisane jest trochę stabilizacji.                                                                                   Więc zawsze przemieszczanie się z Pszczółek do Gdańska, z Gdańska do Nairobi, z Nairobi do Limuru, do Meru, do poszczególnych szczepów, w których dane nam jest pracować, jest jakimś umieraniem. Ale zakonnik ma dom i tym domem nie są mury, ale są bracia, i nade wszystko głębokie przeświadczenie, że wędruje ze mną przez życie Pan Jezus. Więc gdzie On jest, tam jest dom.</p>
<p>M &#8211; Rozumiem. To bardzo piękne! Uważam, że historia misjonarzy, Ojca historia jest niezwykła. Wiem, że jesteś misjonarzem z Kenii, pracujesz w Kenii w tej chwili, jesteś w zakonie franciszkanów konwentualnych Ojcze i również Twoi bracia są w zakonie franciszkańskim. Czy to jest ten sam zakon franciszkanów konwentualnych?</p>
<p>O.T &#8211; Tak! To jest ten sam zakon braci mniejszych konwentualnych do którego zaprosił nas Pan Jezus przed laty. Ojca Kazimierza, mojego najstarszego brata najpierw, potem ojca Józefa, który obecnie pracuje w Montrealu. Jest tam na misjach. I ja, jako najmłodszy z trójki, wstąpiłem do zakonu w 1984 roku. Po procesie formacji początkowej, po dwóch latach pracy kapłańskiej w Lęborku, którą bardzo czule wspominam, wyjechałem dwadzieścia lat temu do pracy w Afryce wschodniej na misji franciszkańskiej w Kenii. I jestem bardzo szczęśliwy z tego scenariusza, jaki Pan mi napisał! Bardzo szczęśliwy!</p>
<p>M – To wspaniale, cieszę się. Wiem, że wszyscy pochodzicie z Pszczółek. To jest taka maleńka miejscowość za Gdańskiem. Czy takie miejsce pobudza do takich wyborów? Czy zakonnicy rodzą się w Pszczółkach?</p>
<p>O. T – (śmiech) Jest nas, to prawda, jak pani Magda mówi, dużo z Pszczółek! Trzech franciszkanów konwentualnych, jest kapucyn, jest zmartwychwstaniec, są nowe powołania zakonne w drodze. Więc jest jakoś, ta mała wioska, namagnetyzowana tymi powołaniami zakonnymi. Ale co mnie zachwyca w Pszczółkach to ta kameralność i ogromny głód, by wyruszyć w świat. Takie pragnienie, by poszukać szczęścia do którego Pan Jezus zaprasza poza granicami Pszczółek. Zostawianie ich wprawia człowieka w niesamowitą radość powrotu do Pszczółek, bo Pszczółki to ule, to miody, to niesamowite takie nastroje. Dlatego jest coś niezwykłego w tej małej wiosce, że człowiek się chce z niej wydostać, a potem stale do niej powraca.</p>
<p>M – Tak, być pracowitym jak pszczoła… (śmiech)</p>
<p>O.T  &#8211; (śmiech) Bóg zapłać. Tak, tak, to też jest bardzo charakterystyczne, bo dużo takich pracowitych osobowości ta wioska urodziła, dlatego może do dzisiaj z wielką radością do niej powracam… Do szkoły podstawowej, w różnych grupach parafialnych czy gminnych i dzielę się tym, że jestem dzieckiem tej wioski. I że jestem, tam w Afryce wschodniej, jakimś takim przedstawicielem tej wspólnoty Pszczółek.</p>
<p>M – Rozumiem. Czy ciepły, rodzinny dom jaki macie, ciepłe, rodzinne relacje z mamą, czy pomagają w takich wyborach? Czy raczej budziły obawy rodziców, mamy, że wyjeżdżacie w takie niebezpieczne miejsca?</p>
<p>O. T – Biologicznie tak jest, silna więź z mamusią i z tatusiem, który żył, a piętnaście lat temu odszedł do Pana. Ta więź jest, i była, bardzo silna. Natomiast, co nas najbardziej fascynowało w rodzicach, to ich droga wiary. Dzieliło ich wiele lat. Ponad dwadzieścia lat różnicy w małżeństwie pomiędzy mamusią, a tatusiem. Mamusia jest ponad dwadzieścia lat młodsza, ale wiara ich prowadziła. Często do wielu takich sytuacji trudnych. W których potrafili dokonywać wyboru pełnego zaufania Bogu, że to On prowadzi. Co mnie najbardziej fascynowało, to właśnie wiara mamy, którą zabolało to, że najmłodsze dziecko rusza do Afryki. Zabolało, ale Pan Bóg zaprosił do konfrontacji z tą wiarą, z tym zaufaniem, którą ona ma dla Pana Jezusa, a więc powiedziała „tak”. To ją bardzo bolało. Dzisiaj ta izolacja nas jeszcze bardziej zbliżyła. Mama mogła mnie jeszcze mocnej omodlić, bo nie miała mnie w zasięgu ręki. I czuję, tam w Afryce, gdy idę przez busz, czuję na plecach oddech jej modlitwy. I to mnie przez dwadzieścia lat niesie!</p>
<p>M – Tak… Niesamowite…</p>
<p>Teraz chciałabym wrócić tam, do Kenii… I mam takie pytanie: jakie są Twoje codzienne zajęcia ojcze. Słyszałam, że biegasz, że uprawiasz jogging. Czy to prawda?</p>
<p>O. T – Lubię bardzo, bo sport był zawsze moją pasją. Jakimś takim drugim ukrytym powołaniem . Zawsze, od dziecka, kochałem futbol. W Afryce wschodniej, w Kenii, rodzą się najlepsi biegacze świata, więc lubię ich podpatrywać. W godzinach rannych, albo wieczorem, kiedy już dzień gaśnie, zamyka się, słońce zachodzi. Wtedy wyruszam i biegam, bo jest to bardzo higieniczne dla mnie, ruch fizyczny przy tego typu pracy… Bardzo się relaksuję bieganiem, joggingiem. Wstajemy o 6 rano. Potem jest Eucharystia. Razem z ludźmi, po Mszy Świętej, wracamy na modlitwy poranne, śniadanie… I mamy różne zajęcia w szkołach, we wspólnotach chrześcijańskich. Po południu ciąg różnych zajęć w terenie, w różnych grupach. W zależności od tego, kto jakie posługi pełni w Kustodii Kenijskiej Misji. A po całym dniu, wieczorem, oglądamy wiadomości. Później godzinę, dwie, jak mówię, przeznaczam na bieganie, bo wtedy śpię jak dziecko.</p>
<p>M – (śmiech) Niesamowite! Jest jeszcze siła, żeby biegać.</p>
<p>O. T – Tak! Bardzo to kocham i teraz po tych Pszczółkach biegam. Wczoraj zagrałem w piłę i nie czuję dzisiaj nóg, ale jestem przeszczęśliwy, że mogłem z ministrantami rozegrać mecz przy światłach, wieczorem. To zawsze było moim marzeniem.</p>
<p>M – Takie proste radości!</p>
<p>O. T – Tak! I tam właśnie (w Kenii) radością są dzieci, które idą do szkoły czy wracają ze szkół, podwożeni naszym samochodem terenowym. Pogawędzenie z nimi: &#8211; Jaki był dzień? Jak w szkole? Nie ma większego prezentu, jaki można dać, niż w oczach dziecka ta radość, i ta wdzięczność za to, że jesteśmy tam. Szczególnie biała karnacja, że jest na tamtym kontynencie. To jest coś niesamowitego.</p>
<p>M – A jednak… Miałam wrażenie, że jest to odbierane nieprzychylnie (biała karnacja) przez niektóre szczepy, ale może za chwileczkę dojdziemy do tego pytania. Bo mam tu też, jeśli chodzi o dzieci, mam pytanie mojej córki Ity, która przygotowała je specjalnie dla ojca. Związane ze zwierzętami Afryki. Bardzo ją to interesuje. Wiele dzieci i ludzi na całym świecie interesuje się florą i fauną Afryki. Ma takie pytanie: &#8211; Czy dzikie zwierzęta zagrażają Wam w jakiś sposób? Czy przedostają się do wnętrza wioski? Plądrują, zabierają zapasy.</p>
<p>O. T – Jest to świat przepiękny, jeśli chodzi o faunę i florę. ZOO czynne całą dobę, nieskrępowane niczym. Jadąc do misji w plemieniu Meru, naszej pierwszej misji, po beatyfikacji Świętego Maksymiliana Kolbe w 1984 roku, dojeżdżając do misji, na dwa, trzy kilometry przed misją, zostaliśmy przywitani nie przez braci, a przez stado słoni, które zatarasowały drogę. I tutaj mało jest negocjacji. Trzeba odczekać, aż całe stado przejdzie na drugą stronę, a jeśli ma ochotę na tej drodze przebywać, trzeba poszukać innej drogi do misji, ponieważ spotkanie najlepszego nawet auta terenowego ze słoniem, kończy się porażką samochodu. I dlatego, tu odpowiadam na pytanie córy. Z całego serca zapraszam panią Magdę i Itę do Afryki, ponieważ język ludzki jest zbyt ubogi, żeby opowiedzieć to piękno z Księgi Rodzaju, które tam przelało się na konkretny pejzaż. I do dzisiaj jest żywe i obecne, nieskażone tak mocno cywilizacją, technologią czy ludzką interwencją. Dlatego jest to takie dziewicze bardzo! Masę zwierząt w porze suchej podchodzi do misji, gdzie są zbiorniki wodne. Właśnie słonie, które są najlepsze w odkrywaniu wody więc inne zwierzaki idą za nimi. Potrafią dotrzeć do wioski, powywracać nam drzewa, poniszczyć to, co zasadzone, w celu desperackiego poszukiwania wody. I potem, to jest niesamowite, budzimy się rano, a tu turyści, zafascynowani, że jeszcze słonie są w ogrodzie, pstrykają zdjęcia, a my jesteśmy bardzo poirytowani, bo to, co było zrobione jest zniszczone. Pamiętam taką sytuację sprzed laty, to było gdzieś około 15 lat temu, w plemieniu Meru, dzieci chodzą wkoło , my pytamy – „Wy jeszcze nie jesteście w kościółku? Zaraz zaczynamy Mszę Świętą.” – „Nie możemy wejść, bo tam słoń zatarasował wejście.” Słonia takiego przegania się wyciągając auto na klaksonie i bijąc w bębny. Wtedy on, bo nie lubi tego hałasu, a jest to potężny ale szalenie wrażliwy zwierzak, usuwa się. Jednak trzeba bardzo uważać, bo samiec jest groźny albo mama z małym słoniątkiem, też jest bardzo groźna. Taki sygnał sms, jaki nam wysyła słoń kiedy jest poirytowany i zdenerwowany, to gwałtowne machanie uszami. To jest taki sygnał, że chroni małe i jest bardzo poirytowany. Trzeba tu bardzo ostrożnie się zachowywać! Pamiętam taką sytuację, gdy babcia podeszła za blisko do słonia i dostała trąbą. Słoń tylko machnął trąbą i nastąpił zgon. Tak, że to jest bardzo niebezpieczne obcowanie…</p>
<p>M  – Tak, rozumiem. To tyko na zdjęciu wygląda tak uroczo, w rzeczywistości jest inaczej…</p>
<p>O.T  – Tak jest! Tak jest! Cały świat przyjeżdża do Afryki wschodniej zobaczyć największe skupiska słoni jakie istnieją na kontynencie Afrykańskim. Są też lwy, jakie można spotkać przy drodze, zebry… Dla córy to byłaby uczta. Pawiany są bardzo agresywne i w celu poszukiwania jedzenia wskoczą ci do auta! Ale jest to uczta dla oczu. Grill dla oczu…</p>
<p>M – W takich sytuacjach myślę o Bogu, jak niesamowitym artystą jest Pan Bóg, jaką fantazję ma! Te wszystkie stworzenia, te żyrafy…</p>
<p>O. T – Mieliśmy lektora z Fatimy, pierwszy raz w Afryce, wiozłem go do misji w Subukia, i po drodze musieliśmy się zatrzymać. I mówi – „czy ty widzisz tą zebrę, którą ja widzę”, a ja mówię „tak”. Pan Bóg ma niesamowitą fantazję i mógłby stworzyć monotonię… ale nie, nie. To jest piękne! Dziękuję za to przypomnienie, że w tym jest On. W tym jest On.</p>
<p>M  – Mam teraz pytanie dotyczące różnorodnych plemion afrykańskich. Franciszkanie, jak wiadomo, żyją pośród ludzi. Nie zamykają się, lecz do ludzi wychodzą. Mają z nimi cały czas kontakt. Wiem, że są różne plemiona. Z niektórymi jest powiedzmy miło i można się dogadać. Ta relacja jest fajna. Natomiast są plemiona bardziej zamknięte, gdzieś na pustyni. Ludy endemiczne, prymitywne, które chcą zachować swoją pierwotność. Nie chcą tego oddać. Nie chcą się otworzyć na nowe wpływy. Na wpływ chrześcijan, na Dobrą Nowinę. Wydaje się, że nie jest im potrzebna. Jak teraz dotrzeć do nich? Czy są takie próby? Grozi wam przecież nawet śmierć. Wiem, że są takie sytuacje. Myślę tu o Masajach, którzy dokonują rytualnych okaleczeń na kobietach, piją krew kóz. Są rzeczy, które możemy zrozumieć, ale są i takie, z którymi nie zgadzamy się. Na te okaleczenia fizyczne trudno nam się zgodzić. Teraz konkretne pytanie – Czy współczesny misjonarz nawraca czy po prostu towarzyszy w biedzie drugiemu człowiekowi?</p>
<p>O. T – Bardzo dziękuję. Przepięknie skonstruowane pytanie, ponieważ ono dociera do serca całego misyjnego posługiwania. Dzisiaj jestem głęboko przekonany, że misjonarz to nie taki głosiciel Ewangelii z pulpitu czy z ambony, a raczej świadek. Przede wszystkim świadek tego, że Bóg jest miłością, że nie zapomniał o kontynencie, który jest najbardziej oddalony od pozostałych kontynentów cywilizacyjnie, i że kocha tak bardzo Afrykańczyków, że postanowił dać im białych braci, z Dobrą Nowiną. Nasza misja ma bardzo subtelny charakter. Nie narzucamy, jak Franciszek. Franciszek stworzył nową misję w kościele –„ nie narzucania”. Słowa uwolnione z agresji, z jakiejś przemocy. Raczej proponować, pomóc stylem życia, świadectwem, modlitwą, ofiarą, poświęceniem, uświadomieniem w szkole, w szpitalu, w domu dziecka, że On tam jest. Taka Ewangelia jest przekładana na język szpitala, domu dziecka, sierocińca. I to przemawia mocniej niż homilia najpiękniejsza. To absolutnie bycie świadkiem, nauczycielem, szczególnie na kontynencie Afrykańskim,   który był tak kolonializowany przez lata. Dzisiaj subtelna wizja świadka miłości jest jedyną misją, która może odnieść tam sukces.</p>
<p>M – Tak, to jest jedyne rozwiązanie.</p>
<p>O. T – Oni są tak wrażliwi, tak wrażliwi, kiedy im się coś narzuca! Dlatego jest to misja z wielkim naciskiem na cierpliwość. Wszystko jest inaczej. Dzielą nas lata świetlne. Punktualność, porządek, wszystko jest oddalone w latach świetlnych. I przy tym trzeba prosić Pana Jezusa w Tabernakulum, żeby dał cierpliwość, żeby dał pokój, żeby uzbroił mnie na dzisiaj łagodnością, ponieważ idę do nich.</p>
<p>M – Tak, oczywiście. Tak jest. Zmierzamy do najważniejszego pytania, jak myślę. Dla ojca pewnie i również dla mnie. O adopcję serca chciałam zapytać. Jest to piękny, szczytny cel. Bardzo Boży. Chciałabym, żeby ojciec przybliżył nam wszystkim, także tym, którzy będą czytać ten wywiad, co to jest adopcja serca.</p>
<p>O. T – Kochani, rozpocznę od słowa napełnionego wdzięcznością za to, że tylu Polaków wspiera adopcję serca, za to, że na całym kontynencie Afrykańskim adopcja serca, która ma swoje linki w Polsce, jest tak bardzo popularna, ponieważ jest to wyciągnięcie dłoni do dzieci, które są bezradne, bezbronne i głodne miłości. W sposób bardzo konkretny adopcja serca jest takim ratowaniem życia, albo dawaniem jutra, dawaniem nadziei w ogromnych ilościach. Adopcja serca polega na tym, że rodzina z Polski ofiarowuje się wspierać w kwocie dla siebie dostępnej, dziecko, które jak w Afryce wschodniej, w Kenii, nie ma rodziców albo jest po prostu poranione przez rodzinę, przebywa wśród sióstr, które prowadzą nasz Dom Dziecka i tam, kiedy taka ofiara z Polski przychodzi, mogą ją przeznaczyć na szkołę, na odzież, na wyżywienie, na pomoc medyczną dla tego dziecka. Więc jest to cudowna wizja, ponieważ Pan Jezus ukrywa się w dziecku. Najbardziej czytelna twarz Pana Jezusa to twarz dziecka. Nie ma już czytelniejszej. Mamy jakieś 150 – 200 Polskich rodzin, które są włączone w adopcję serca. To jest niesamowite. I te dzieci otrzymują pomoc, są tam takie centra przez które ta pomoc może napłynąć. Tu w Polsce takim centrum jest sekretariat misyjny w Gdyni, który prowadzi wspaniale ojciec Jan Łempicki, były misjonarz z Kenii. I w Kenii jest brat Robert i ojciec Arek Kukałowicz, ci ojcowie, którzy tam, już na ziemi kenijskiej rozprowadzają tą pomoc. Czyli są takim pomostem pomiędzy Polskimi rodzinami, a dziećmi. I oni również chronią te kwoty przed użyciem ich w złym celu. Także jest to wspaniała misja, wspaniała misja, do której ja całym sercem zachęcam, ponieważ nawet kiedy jest kryzys rodzinny w Polsce, kiedy rodzice nie mogą mieć dzieci, czy mają jakiejś inne doświadczenia bolesne, niezwykłym balsamem, jaki goi te rany, jest adopcja na odległość. Ponieważ dając nadzieję takiemu dziecku życie nie jest zmarnowane. Kiedy jedno dziecko dostało nadzieję, dostało jutro, dostało przyszłość, życie człowieka nie jest zmarnowane. Pan Bóg, kiedy dajemy coś na dzieci w Afryce, za naszymi plecami rozwiązuje nasze problemy. Taka jest ekonomia Boża! Tutaj, po dwudziestu latach, jestem przekonany, że dawanie siebie tym ludziom, daje to, że On za naszymi plecami genialnie rozwiązuje nasze problemy.</p>
<p>M – Tak. To jest naprawdę wspaniałe, że takie rzeczy się dzieją. Że człowiek, można powiedzieć obcy, pomaga drugiemu człowiekowi, nie widzi go. Nie zawsze przecież znamy tą osobę, a jednak pomoc do niej dociera. Do każdego człowieka można dotrzeć. Możemy się starać, żeby dotrzeć do każdego. Z bratem Robertem rozmawiałam na ten temat.</p>
<p>O. T &#8211;  Brat Robert ma świetne kontakty. Prowadzi grupę kobiet, które są nosicielami wirusa HIV. Jest to taki trąd, który ucałował Franciszek 800 lat temu. I dzisiaj to jest przełożenie do tego, do czego nas zaprosił Franciszek 800 lat temu. Czy to będą dzieci, których rodzice zmarli na AIDS, i one są zupełnie bezbronne. Często zaglądałem do tych Domów Dziecka, i wiem, ile nadziei daje adopcja! Ile światła wnosi w ich ciemne życie. Rodzina Polska, która ofiaruje grosz na to dziecko, że jest to prowadzone przez kościół, przez misjonarzy, daje pewność, że te pieniądze będą dobrze użyte.</p>
<p>M- I wcale to nie są jakieś olbrzymie kwoty.</p>
<p>O. T – Nie!</p>
<p>M – W przybliżeniu, chciałabym, żeby ojciec powiedział, jaka to mogłaby być kwota, która w jakiś znaczny sposób, w sposób taki, powiedzmy, przyzwoity zaspokoiłaby potrzeby jednego dziecka. Chodzi mi o szkołę, o takie pilne potrzeby. Na miesiąc jaka to jest kwota? Czy to może być na przykład 250 złotych na miesiąc?</p>
<p>O. T – Tak! 200 złotych, 100 złotych jest bardzo dużą i dobrą ofiarą, żeby to dziecko wspierać w edukacji, w wyżywieniu, w odzieży i też w potrzebach zdrowotnych. Także bardzo mi się podoba w adopcji to, że bracia nie tworzą sztywnych ram kwot, ponieważ jedną rodzinę stać na więcej, jedną na mniej. Ale łączymy, rozdzielamy tak, żeby dla wszystkich starczyło. Opatrzność Boża cudownie działa. Chcę powiedzieć, że z ogromną taką werwą w sercu, myślę o tym, że kiedy przejdziemy na drugą stronę, a może to życie owocowało wieloma zawirowaniami i ciemnymi tunelami, i dojdziemy do momentu, gdy te dzieci, kiedy to dziecko, wyciągnie rękę, i rzeczywiście Pan Jezus powie: „cokolwiek uczyniliście temu jednemu z Moich braci i sióstr najmniejszych, Mnie samemu uczyniliście.” I to będzie kładka do nieba! Ja jestem głęboko o tym przekonany.</p>
<p>M – Już to widzę. Ja to widzę!</p>
<p>O. T – Jestem o tym przekonany!</p>
<p>M – I na zakończenie Ojcze, chciałam bardzo podziękować bratu Robertowi Kozielskiemu za to, że pozwolił mi użyć swojego imienia w książce, którą zaczęłam pisać. W tej chwili jest to cykl opowiadań które zamieszczamy na stronie franciszkańskiej <a title="gdansk" href="http://www.gdansk.franciszkanie.pl" target="_blank">www.gdańsk.franciszkanie.pl</a> . Brat Robert nie bał się, nie wstydził się, że jego imię zostało umieszczone w treści. Pewne fakty z waszego życia też tam się znalazły. To, że jest to żywa osoba, rzeczywiście mieszka tam, poświęca się, dodaje krwi, że tak powiem, życia do tego opowiadania. Nie jest to fikcyjna postać. Dlatego jestem naprawdę bardzo wdzięczna za to.</p>
<p>O. T – Człowiek, który tam spędził ponad dziesięć lat jest świetnym materiałem. Taki świadek!</p>
<p>M – Natomiast występuję tam jeszcze jeden bohater. Ma na imię Jerzy. Przyznam szczerze, że wzorem dla tej postaci jesteś Ty ojcze!</p>
<p>O. T – (śmiech) Bóg zapłać!</p>
<p>M – Zapraszam do czytania. Dziękuję serdecznie!</p>
<p>O. T – Dziękuję bardzo!</p>
<p>M – Czy ojciec chciałby jeszcze coś dodać?</p>
<p>O. T – Tak, taką refleksję, którą chciałbym się podzielić. Dziękując za to, że zostałem uprzywilejowany, żeby się dzielić myślą o życiu tamtego kontynentu, chciałbym na koniec podzielić się taką uderzającą myślą, która mnie dotknęła teraz, przed odlotem na urlop. Otóż odwiedzałem wszystkie misje, co jest moją posługą w tym czasie… Odwiedzając szkoły, szpitale, ośrodki zdrowia, przedszkola… W pewnej misji miałem spotkanie z Radą Parafialną i pani nauczycielka, która jest członkiem Rady powiedziała: &#8211; „Tak bardzo jesteśmy wdzięczni za to, że dzieci mogą się uczyć, dzięki misjonarzom, dzięki dobrodziejom i ludziom, którzy mają tak wielkie i hojne, otwarte serca. Ponieważ szkoła jest naprawiona, stworzyliście też nowe szkoły, nowe przedszkola, za to Wam z całego serca dziękujemy! Dziękujemy wam za ośrodki zdrowia, za to, że tak dbacie o lekarstwa, żeby były dostarczane i  nie raz wielu ludzi nie płaci za opiekę medyczną, a wy dalej robicie swoje. Za to wam dziękujemy. Ale najbardziej dziękujemy wam za to, że wskazujecie nam drogę do Pana Jezusa. To jest absolutnie bezcenne. I pamiętajcie o tym, że w hierarchii wszystkich waszych posług duchowych, materialnych, społecznych, najważniejsze jest wskazywanie drogi do Pana Jezusa. Za co Jemu i wam z całego serca dziękujemy. To mnie bardzo dotknęło, że jak się ma Pana Jezusa to ma się wszystko. I oni to nam wypowiedzieli, że z tak dalekiego kontynentu Pan Bóg przysyła nam misjonarzy, którzy mogliby pracować gdzie indziej, a tu, są pomimo innej karnacji. To jest znak, że Bóg jest miłością! To mnie dotknęło tak mocno! Bo myślałem, że skupiają się na sprawach materialnych, na socjalnych, że tylko ważna jest kasa. Nie! Ona wypowiedziała coś, co mnie na skrzydłach zaniosło powrotem. I to jest chyba najważniejsze, że Szatana będzie chciał nas zniechęcać, natomiast tego dobra jest o wiele więcej niż zła.</p>
<p>M – Cudownie, cudownie. To jest piękne podsumowanie! Nie dobra materialne są najważniejsze, ale duchowe. To, że otwieramy nasze serca, że dzielimy się, jakimś dobrem, które mamy, jest na pewno błogosławionym darem, ale nigdy nie przewyższa darów Ducha, darów Jezusa, Jego miłości do człowieka. Niesamowite…</p>
<p>O. T – Nieść Jezusa, który jest kochany, miłosierny, który czeka…</p>
<p>M – Czy mogę jeszcze zabrać czas?</p>
<p>O. T – Proszę.</p>
<p>M – Subukia, to jest nowa wioska. Widziałam na You Tube, że ojciec już tam działa.</p>
<p>O. T – To jest Sanktuarium Matki Bożej. Jest ono położone fenomenalnie! Na równiku, dokładnie na równiku i w samym sercu Kenii. W tak zwanym rejonie … to jest taki Wielki Rów Tektoniczny . Po trzęsieniach ziemi przepołowiła się tam ziemia i są to niezwykle urodzajne tereny. Serce Kenii, i tam, 25 lat temu, Matka Boża pojawiła się w szkole według relacji ludzi miejscowych, i kiedy przed Niepokalanym poczęciem dzieci sprzątały, to jest położone na górze, ta kapliczka, i kiedy czyściły ją, odkryły źródło. To źródło od 25 lat nieprzerwanie płynie, a woda ma cudowną moc. W opinii ludzi bardzo pomaga. Tam to źródło, mimo wielu pór suchych, kiedy wszystko wysuszyło się dookoła, to źródło nieustannie płynie. I to jest niesamowity prezent od Opatrzności, Sanktuarium Matki Bożej, tak mocno wpisujące się w naszą franciszkańską duchowość Maryjną. Więc uważam to za przecudowny prezent. Tam jest siedmiu braci, którzy posługują pielgrzymom. Budują nowy kościół, bazylikę na 4 i pół tysiąca miejsc siedzących w postaci namiotu afrykańskiego. Na szczycie będzie Matka Boża… To oczywiście jest jeszcze w fazie początkowej, to proces wielu lat i dar wielu ludzi z Kenii i całego świata. Dzień po dniu wznosi się ta świątynia dla Matki Bożej , nasz dom, dlatego motywujemy ludzi w ten sposób. Miejsce niesamowite, niesamowite doświadczenie Bożej obecności wysoko w górach.</p>
<p>M – Życzę ci ojcze, żeby wszystkie Twoje pragnienia serca, zgodne są przecież z wolą Boga, żeby one wszystkie się zrealizowały. Żeby Pan Bóg te pragnienia pomógł ci realizować ojcze.</p>
<p>O. T – Bóg zapłać! Bóg zapłać. Ja również dziękuję za tą rozmowę.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gdansk.franciszkanie.pl/2012/04/rozmowa-z-misjonarzem-ojcem-tadeuszem-brzozowskim-ofmconv/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
<enclosure url="http://www.gdansk.franciszkanie.pl/wp-content/uploads/2012/04/wywiad-z-o.Tadeuszem.wma" length="16419474" type="audio/wma" />
		</item>
	</channel>
</rss>

