Pasterka 2011, kolędowanie – foto relacja

Pasterka 2011, kolędowanie – foto relacja

Tegorocznej Pasterce przewodniczył Minister Prowincjalny o. Adam Kalinowski.

Homilia o. Prowincjała:

Chryste, coś Bóstwa jest blaskiem odwiecznym,

Przychodzisz do nas jako światło życia;

Lekiem się stałeś dla ludzi schorzałych,

Bramą zbawienia.

Tak śpiewaliśmy przed Pasterką, jako wspólnota klasztorna, sprawując w kaplicy naszego konwentu, zakonnym zwyczajem, Liturgię Godzin. W imieniu Kościoła i wraz z całym Kościołem witaliśmy Pana, który był, który jest, i który przychodzi. Witaliśmy Go przychodzącego tej nocy jako światło życia dla błądzących; jako lek dla chorych na grzech, jako brama zbawienia dla tych, którzy chcą wejść do domu Ojca.

Teraz, w eucharystycznej wspólnocie gromadzącej się w kościele Świętej Trójcy, wsłuchujemy się w głos rozchodzący się wśród nocnej ciszy.

Zwiastuje on nam radość wielką. Tak jak co roku o tej porze, a przecież inaczej, bo na nowo, bo na żywo, bo aktualnie, a nie z playbacku.  Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany! Panna, Maryja, porodziła pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie. Ukazała się nam łaska Boga!

To Słowo, przekazywane głosem Kościoła, głosem wiary, głosem rozlegającym się od ponad dwóch tysięcy lat, jest szczególnym zaproszeniem Boga wypowiedzianym do człowieka. Ten, który powołał świat do istnienia, a w człowieka tchnął ducha życia przyszedł do nas, przychodzi do nas, wychodzi nam naprzeciw, po to, aby nasze życie miało sens, aby nie uległo siłom ciemności.

Świętując Boże Narodzenie, dotykamy tajemnicy miłości Boga do człowieka. W świecie, w którym dla wielu kariera równa się szczęściu, a sukces oznacza kolejny stopień po drabinie awansu, Bóg działa zupełnie inaczej, rezygnując dla nas ze wszystkiego, opuszcza śliczne niebo a obiera barłogi. Robi karierę w dół!

Czy możemy to pojąć? Pojąć i zrozumieć chyba tego nie potrafimy. Możemy jednak uwierzyć w tę miłość, która rozpoczęła się w stajni, a skończyła na krzyżu. To jest wiara chrześcijan. Jezus z Nazaretu, Syn Boży, zrodzony a nie stworzony zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego przyjął Ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Taka wiara wymaga odwagi. I to wielkiej odwagi. O wiele większej od odwagi potrzebnej przy wierze w świętego Mikołaja, o wiele większej niż wtedy, gdy wierzymy w dobroć ludzką, w konieczność wzajemnej pomocy, w humanitarne obchodzenie się ze sobą oraz w to, że ludzie mogą doprowadzić do trwałego i prawdziwego pokoju lub zbudować kraj szczęścia i beztroski, czyli raj na ziemi. W to wszystko trudno jest już uwierzyć. A mamy przyjąć wiarą jeszcze większe tajemnice. Oczekiwana jest od nas wiara, powiem więcej, zakłada się wiarę w prawdziwość Wcielenia Syna Bożego od każdego, który tej nocy opuszcza ciepłe i świąteczne mieszkanie, odchodzi od wigilijnego stołu i kolorowej choinki i przychodzi do kościoła. Bez wiary bowiem Pasterka to przedstawienie; kolędowanie to koncert z większym lub mniejszym zaangażowaniem słuchaczy, a całe Święta to teatralne, baśniowe kulisy budowane trochę z tradycji, trochę z przymusu, trochę dla rozrywki, a najbardziej po to, aby konsumować i nakręcać świąteczny biznes.

Bóg przychodzi na ziemię. Po co? Dlaczego? Dlatego, że człowiek odszedł od Boga, pogubił się na tym świecie, zapomniał, że Jego ojczyzna jest w niebie. Tak uwierzył w siebie, w swoje zdolności, w wolność, w inteligencję, że z podszeptu diabła zapragnął być jak Bóg. Decydować o tym co złe, a co dobre; poczuć się Panem życia; wyrokować o tym komu wolno się urodzić, a kto ma umrzeć. Człowiek przestał mieć ochotę na to, aby służyć, pomagać, dzielić się z innymi. Oddalenie od Boga przez grzech pierworodny i jego skutki spowodowało oddalenie od człowieka od człowieka. Wojny, zabójstwa, zdrady, wrogość, zawiść – to wszystko staje się rzeczywistością człowieka i świata bez Boga. Wyjaśnię – nie chodzi tutaj o świat bez religii. Chodzi tutaj o świat bez Boga, który uczy człowieka, że najważniejszym i pierwszym przykazaniem jest przykazanie miłości. Bóg przychodzi na ziemię jako człowiek, jako niewinne dziecię, niemowlę, aby człowiekowi łatwiej było przyjąć Jego zbawienie. W Bożej Dziecinie mówi Bóg do każdego z nas: kocham Ciebie, daję Ci siebie, pozwalam się wziąć w ramiona jak dziecko.

Tajemnica Bożego Narodzenia, to Tajemnica Zbawienia. Ten, który się rodzi chce dać niebo ludziom. On sam zrezygnował na pewien czas z nieba i wyraził zgodę na żłób i krzyż, na Betlejem i Golgotę, po to, aby już nie było wątpliwości co do tego, że Bóg mnie kocha, że nie zapomniał tego świata, że ten świat i człowiek, konkretny człowiek wśród miliardów ludzi, człowiek z imieniem i historią, jest dla Niego najważniejszy.

Czy jest we mnie ta wiara? Wiara pasterzy, którzy słyszą od Anioła, że narodził się im Zbawiciel i są gotowi rzucić budy, warty, stada – niechaj nimi Pan Bóg włada – i idą do Betlejem.

Pasterze mili coście widzieli? Tacy mili, to ci pasterze z pewnością nie byli. Dzisiaj mówilibyśmy o grupie społecznej z kategorii asocjalnej, może nawet wykolejonej, zdegenerowanej. To biedacy i żyjący na marginesie społeczeństwa, na przedmieściach, z dala od salonów, pałaców i świątyni. Do nich posłany zostaje Anioł i oni jako pierwsi idą do Betlejemu pełni radości, śpieszą powitać Jezusa małego. Oni jako pierwsi klękają przed Dzieckiem w stajni, w żłobie i uznają Je za wypełnienie obietnicy im objawionej. Narodził Wam się Mesjasz, Pan!

Gdyby Chrystus przyszedł na świat w pałacu lub w eleganckiej willi – pasterze chyba nie odważyliby się tam pójść. Do stajni poszli. Z pośpiechem.

I w tym ewangelicznym obrazie ukryty  jest także przekaz Bożej miłości, delikatności, subtelności. Bóg zniża się do poziomu człowieka, grzesznika, do poziomu jego słabości, kryteriów jego wartości, aby stworzyć mu jak najlepsze warunki do spotkania ze sobą. Dziwne są plany Boże. Wszechmogący zabiega nie tylko o względy ludzkie, ale życzy sobie, żeby najpierw odkryli Go najubożsi, najmniej przez innych poważani. Dopiero potem dotrą do Dziecięcia Mędrcy ze Wschodu. Herod pyszałek nigdy go nie zobaczy. Uczeni w Piśmie także nie.

Kochani. Spytajmy siebie czy ta Dobra Nowina, ta Ewangelia wywiera na mnie jeszcze jakieś wrażenie? Czy ona jest w stanie uświadomić mi, że Boże Narodzenie to początek mojego zbawienia, to gwarant mojego zbawienia. „Przychodzisz do nas jako światło życia; Lekiem się stałeś dla ludzi schorzałych; Rodzisz się, by niebo dać ludziom”. Sam zachwyt stajenką i Betlejem, siankiem i żłóbkiem nie wystarczy. Trzeba więcej! Trzeba odwagi, aby wziąć Jezusa na ręce. Za każdym razem pamiętam o tym, gdy przy jakieś okazji  znajomi najczęściej młodzi rodzice proponują mi, abym wziął na rękę ich pociechę. Kiedyś bałem się tego bardzo i do dzisiaj za każdym razem czuję straszną tremę. To nie łatwo wziąć niemowlaka na ramiona, w tym momencie bierze się odpowiedzialność za niego. Ta kruszynka jest taka bezbronna, tak łatwo wyrządzić jej krzywdę. Bóg chce, abyśmy Go wzięli w objęcia w Jego Synu Jezusie Chrystusie, Dziecięciu z Betlejem, Bóg chce, abyśmy w Nim przyjęli życie, nowe życie. To jest ogromna szansa dla nas. W Święta Bożego Narodzenia, w świętą noc niepojęty Bóg, nieogarniony, nieprzenikniony, odwieczny staje się bliski. Można Go dotknąć, poczuć w objęciach, można spojrzeć w Jego twarz, można mu zaśpiewać kołysankę, kolędę, można mu szepnąć do ucha, kocham Cię moja perełko, ulubione me pieścidełko. I nie tylko to. Temu Dziecku, w żłobie, w grocie, w stajni betlejemskiej, można zawierzyć na nowo życie, swoje małżeństwo, rodzinę, powołanie. Można Mu oddać swoje kłopoty, swoje zmartwienia. Także to, że nie wiemy jak sobie w życiu poradzić, że nam coś nie wychodzi, że nie dajemy sobie rady, że martwimy się o przyszłość i na zapas. To Dziecię – którego przeznaczeniem jest odrzucenie, cierpienie, krzyż – lecz jednocześnie i zmartwychwstanie i uwielbienie, przyjmuje to wszystko co przynosimy jako nasz dar. Jezusa cieszą nie wspaniałe prezenty, nawet najbardziej atrakcyjne oferty i promocje, Jezus nie jest łasy na najlepsze markowe ciuchy. Nie zaimponujemy mu także najnowszymi osiągnięciami elektroniki lub samochodem, wypasioną furą z salonu mercedesa.

Jezusowi możemy zaimponować naszą wiarą, naszym zachwytem nad Nim, nad pięknem Jego planu zbawienia, nad aktualnością Jego Słowa, nad mocą Jego sakramentów, nad realnością Jego obecności wśród nas. Nasza wiara – choć także otrzymana od Boga, lecz z wolnej woli przyjęta przez nas, rozwinięta  w nas, pielęgnowana, strzeżona jest darem dla Nowonarodzonego. Cieszy Go! I dzięki tej wierze, nieraz bardzo prostej, tradycyjnej, z pewnymi ograniczeniami i brakami, mam dostęp do nieskończoności Boga, do Jego szalonej na punkcie człowieka miłości. Do Jego miłosierdzia, do Jego przebaczenia, do planu Jego zbawienia.

Czyż to nie jest piękne?! Czy dla takiej pewności nie warto nie spać i o północy przyjść do zimnego kościoła? Czy taka pewność nie daje szczęścia? Daje, lecz, aby to szczęście nie było tylko chwilowe i nie znikło wtedy, gdy zgasną światła na choinkach, zjedzone zostaną świąteczne przysmaki, a prezenty staną się albo przedmiotem codziennego użytku albo niepotrzebnym rekwizytem trzeba to chwilowe szczęście, a może po prostu zadowolenie, nastrój, przełożyć na konkret życia. Na dobre, śmiałe decyzje, na odwagę w wyznawaniu wiary, na wierność w relacjach międzyludzkich, na autentyczność chrześcijańskiej postawy w życiu zawodowym i społecznym, na zdolność do pomocy innym, do troski o nich. Wtedy Boże Narodzenie będzie trwało dłużej niż wigilijna wieczerza, pasterka i kolędowanie.

Tego życzymy – my franciszkanie – Wam kochani Siostry i Bracia, którzy sympatią, a może i sentymentem darzycie nas i nasz kościół, naszą nową szopkę, nasze odbudowywane organy, a nade wszystko naszą Matkę Miłosierdzia ze złotą koroną! Życzymy Wam i nam samym spełnienia tego, co wyśpiewaliśmy jako zakonnicy w naszym brewiarzu przed Pasterską. Życzymy, by się w nas wszystkich, w całym Kościele, w naszej ojczyźnie i w świecie spełniła modlitewna prośba. „Oświeć umysły i serca pociągnij więzią miłości.” Amen.

Po Uroczystej Mszy Św. udaliśmy się na dziedziniec Kościoła Świętej Trójcy, aby tam wraz z Bożą Dzieciną, Maryją, Józefem przy Żywej Szopce kolędować na chwałę Boga.

Wszystkim, którzy odwiedzają nasz Kościół, Żywą i Ruchomą Szopkę – po franciszkańsku życzymy Pokoju i Dobra!!!

Odpowiedz